Na lądzie i pod wodą

Z dr. hab. Markiem Bąkowskim, entomologiem prowadzącym badania w Parku Narodowym Gorongosa w Mozambiku, rozmawia Magda Ziółek.

Morza i oceany pokrywają ponad 70% powierzchni naszej planety. Naukowe badania dna morskiego podjęto dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Po II wojnie światowej badania oceanograficzne nabrały niezwykłego tempa. Odkrycia geologiczne podłoża dna morskiego zrewolucjonizowały naszą dotychczasową wiedzę o skorupie ziemskiej. Było i jest wiele koncepcji na temat rozwoju Ziemi. Obecnie dominuje przekonanie o mobilności płyt oceanicznych i kontynentalnych. Według niego wewnętrzną część zwana litosferą tworzą płyty o zróżnicowanej budowie, wieku i grubości a szczególnie ważne są kontakty między nimi. Znając je, łatwiej zrozumieć wiele zjawisk np. trzęsienia ziemi czy wybuchy wulkanów. Określenia:dno morza, zejście na oceaniczne dno – pobudzają wyobraźnię. A co znaczą w rzeczywistości?

– Teraz już rzeczywiście zejścia na dużą głębokość dla celów naukowych nie są powszechną metodą – wyjaśnia prof. Lorenc – Te określenia to dziś wynik olbrzymiego postępu technologicznego, pozwalającego na stworzenie aparatury, penetrującej dno oceanu i pobierającej materiał do takich badań wykonywanych potem na powierzchni. Ogromne znaczenie mają badania geofizyczne, zwłaszcza sejsmiczne. Rozwijają się też techniki wiertnicze, które pozwalają pozyskiwać materiał skalny z wielu setek metrów poniżej dna morza. Takie badania prowadzi nasz doktorant Jakub Ciążela.

O tym, że prof. Stanisław Lorenc zaczął badać dno oceaniczne zadecydował przypadek. W 1992 roku prof. Peter Stoffers z uniwersytetu w Kilonii organizował rejs oceaniczny na Wyspę Wielkanocną i kompletował międzynarodowy zespół naukowców. Jedno z zaproszeń przesłał na ręce ówczesnego rektora UAM prof. Jerzego Fedorowskiego. Prof. Fedorowski sam nie mógł z niego skorzystać z powodu obowiązków rektorskich. Na udział w rejsie (SONNE SO80) zdecydował się więc prof. Lorenc i tak rozpoczęła się wieloletnia przygoda i badania dna oceanicznego. Głównym celem pierwszej wyprawy był wulkanizm wewnątrzpłytowy na południowym Pacyfiku (hotspot Wyspy Wielkanocnej). Przy okazji pobrano próbki osadów głębokomorskich na obszarze między chilijskim skłonem kontynentalnym, a Wyspą Wielkanocną. Za ich opis, klasyfikację i interpretację odpowiadał dwuosobowy zespół:pochodzący z Birmy K. Winn i S. Lorenc.

W miejscach o wyjątkowo wolnym tempie sedymentacji tworzą się konkrecje i naskorupienia manganowo-żelaziste, a aktywny wulkanizm znaczą horyzonty popiołów wulkanicznych. Jednym z osiągnięć rejsu było rozpoznanie zróżnicowania osadów w zależności od geomorfologicznego i geotektonicznego miejsca depozycji. Kompetencja, pracowitość, szerokie zainteresowania, erudycja, pogodne usposobienie i poczucie humoru Stanisława Lorenca sprawiły, że był on idealnym członkiem wyprawy. Świetnie porozumiewał się zarówno z zespołem naukowym rejsu, jak i niemieckojęzyczną załogą techniczną statku. Okazał się też odporny na nieustanne kołysanie, a pracować mógł nawet podczas bardzo silnych wiatrów (7 w skali Beauforta). Nic dziwnego, że przyszło zaproszenie na kolejny rejs badawczy, tym razem na Ocean Indyjski.

Rejs SO87 z 1993 roku miał na celu skartowanie i opróbowanie dna morskiego w okolicy wyspy wulkanicznej Réunion, będącej efektem kolejnej gorącej plamy (hot spot) na Ziemi. Osady wokół wyspy Réunion były bogate w popioły wulkaniczne z eksplozji wulkanów Réunion i Piton de la Fournaise. W trakcie tego rejsu S. Lorenc poznał profesora Karla Statteggera, Austriaka pracującego na uniwersytecie w Kilonii, z którym współpracował podczas wszystkich następnych rejsów. Najdłuższą i najbardziej egzotyczną wyprawą, w której brał udział Stanisław Lorenc, był rejs SO100 w 1995 roku z wyspy Fiji na Pacyfiku do Valparaiso w Chile:53 dni na morzu. Był to równocześnie rejs zakończony dużym sukcesem naukowym:18-osobowej grupie naukowców kierowanej przez C. Deveya udało się skartować i opróbować około 40 wulkanów, tworzących łańcuch podwodnych wyniesień Foundation Seamounts na południowym Pacyfiku. Do tej pory znane one były wyłącznie z danych satelitarnych. Pokłosiem tej wyprawy był artykuł opublikowany w Marine Geology, w którym udokumentowano morfologiczne i chemiczne zróżnicowanie wulkanów wzdłuż osi wschód-zachód:od wielkich izolowanych budowli o składzie odpowiadającym bazaltom OIB, po wydłużone grzbiety o charakterystyce zbliżonej do bazaltów typu MORB. Po raz pierwszy w tej części Pacyfiku rozpoznano kominy wulkaniczne. Dwa największe podwodne wyniesienia (seamounts), wznoszące się 4000 m powyżej dna morskiego, nazwano wyniesieniami Kopernika i Marii Curie. Bez wątpienia nazwy sugerują obecność polskiego uczestnika wśród odkrywców!

Obowiązki prorektora, a później rektora UAM odciągnęły prof. Lorenca od udziału w dalszych systematycznych badaniach. Wziął jednak udział w kilku rejsach organizowanych przez K. Statteggera na Morze Południowochińskie. Szelf sundajski i szelf wietnamski na Morzu Południowochińskim to największy obszar szelfowy na świecie (1,8 mln km kw.), który całkiem niedawno, w późnym plejstocenie, był jeszcze lądem z wielkimi rzekami uchodzącymi do plejstoceńskiego morza. Kolejne wyprawy (SO115, SO140, SO218) miały na celu szczegółowe odtworzenie transgresji morskiej. Kontekstem wypraw było współczesne ocieplenie klimatu i możliwe podniesienie poziomu morza w przyszłości. W rejsie SO140 w 1999 roku wzięli udział Witold Szczuciński i Robert Jagodziński, doktoranci prof. Lorenca. Oprócz pracy na statku badawczym na oceanach i szelfach, prof. Lorenc poznał również specyfikę badania osadów fiordów Spitsbergenu. W latach 2001 i 2003 wziął udział w dwóch ekspedycjach Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM na Spitsbergen. Badania te były prowadzone we współpracy z Instytutem Oceanologii PAN z wykorzystaniem statku r/v Oceania i mniejszych łodzi, a dotyczyły współczesnych procesów sedymentacyjnych w fiordach. Prof. Lorenc ma również doświadczenia w pracy nad osadami przybrzeżnymi. Po tragicznej w skutkach fali tsunami na Oceanie Indyjskim 26 grudnia 2004 roku, S. Lorenc, jako rektor UAM, zaproponował pomoc ekspercką krajom dotkniętym kataklizmem. Był to początek wieloletniej współpracy ze służbą geologiczną Tajlandii w zakresie oceny skutków środowiskowych i geologicznych fal tsunami. Sam prof. Lorenc wziął udział w jednej z kolejnych ekspedycji do Tajlandii i aktywnie włączył się w prace terenowe oraz opracowanie wyników. Teraz tą jego ścieżką podążają uczniowie. Rejs SO218 z 2011 roku na Morze Południowochińskie był ostatnim, w którym uczestniczył. Pytany, czy udałby się jeszcze na oceaniczną wyprawę, prof. Lorenc uśmiecha się natychmiast:Chęci są – po czym dodaje z nutą autoironii – Tylko nie wiem, jakby to mój kręgosłup zniósł. Ale…woda jest wszędzie. Przypadki to rzecz tajemnicza. Może przecież być i tak:człowiek idzie drogą, widzi kamień. Dla jednego jest to po prostu nic; mija go bez emocji. Inny pochyla się, bo ma nadzieję, że to właśnie jakiś klejnot, który wpada w ręce. Jeszcze inny pochyla się, by sprawdzić, co to właściwie jest. Może geologiczny okruch, którego szuka, może odłamek czegoś znaczącego? Może to jakiś szczęśliwy przypadek, który pojawił się na owej drodze? Zdaniem prof. Stanisława Lorenca takie przypadki pojawiają się w życiu każdego człowieka, bez względu na to, czym jest owa droga i co znaczy ten kamień. Rzecz jednak w tym, aby po pierwsze dostrzec go, a po drugie umieć zauważyć, jeśli on coś ważnego znaczy. Staram się tak patrzeć na życie – dodaje – Na wszystko trzeba spojrzeć z pokorą wobec ogromu świata; przestrzeni, czasu. Tego nauczyła mnie przyroda, którą badam, świat skał, dna oceanów, bezmiar wody, przestrzenie... Jolanta Lenartowicz Konsultacja – Andrzej Muszyński

Prof. Stanisław Kazimierz Lorenc – polski geolog, profesor nauk o Ziemi, rektor UAM w latach 2002–2008. Skończył studia geologiczne w Instytucie Nauk Geologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 80. był inicjatorem i współorganizatorem powstania Instytutu Geologii na UAMa, a następnie jego dyrektorem. Prace naukowe Stanisława Lorenca z lat 70. i 80. dotyczą problemów geologii Sudetów, szczególnie Gór Kaczawskich, których budowa była wtedy najmniej poznana wśród wszystkich rejonów sudeckich. Od lat 90. badania naukowe poświęcił geologii wgłębnych utworów paleozoiku Pomorza Zachodniego oraz analizie osadów dennych Pacyfiku, Oceanu Indyjskiego i szelfów Wietnamu i Chin, m.in. w ramach międzynarodowego programu badań dna oceanicznego w strefach wulkanicznych.