<

W przestrzeni Orlicza

Spośród 193 najtrudniejszych problemów matematycznych zapisanych w słynnej Księdze Szkockiej 14 było autorstwa Władysława Orlicza. W Poznaniu nie ma on swojej ulicy, choć mieszkał tu 45 lat, a nazwisko jego znane jest na całym świecie.

Noszą je nawet pewne przestrzenie matematyczne.

Jego spuścizna w poznańskim Archiwum Polskiej Akademii Nauk, w której porządkowaniu i odszyfrowaniu fotografii bardzo pomógł jego uczeń prof. Lech Maligranda, jest wyjątkowa, bo zachowane zostało wiele i dokumentów od dzieciństwa począwszy. Nie tylko nie zniszczyła ich wojna, ale godne podziwu jest też to, że profesor ich nie wyrzucał – mówi dr Jarosław Matysiak, kierownik poznańskiego Archiwum PAN – i repatriowany z ukochanego Lwowa zabrał je ze sobą. Oglądamy „ewakuacyjnyj list” z 10 lutego 1945 roku, opisujący mienie zabierane przez repatrianta: w rubrykach o liczbie żniwiarek, pługów itd. profesor zrobił kreskę i tylko w rubryce przedmioty użytku domowego wpisał liczbę 18. Za dużo tych przedmiotów nie było, bo w kolejnym, już poznańskim dokumencie przydziału (a właściwie przymusowej rekwizycji) podane są adresy na ul. Skarbka i Karwowskiego, gdzie obywatel Orlicz ma odebrać „tapczan, szafę odzieżową, umywalkę z lustrem, zegar ścienny i krzesło”, a adnotacja informuje, że „leżanki obywatel nie otrzymał, bo właściciel nie chciał jej oddać”.

Politycznie i moralnie bez zarzutu

Ale od początku: zbiór dokumentów otwiera świadectwo urodzenia, kiedy to Millesimo nongetisimo tertio (1903) w „Impoerium Austriae Provincia Galicia districtus Brzesko” urodził się Ladislaus Romanus (binom). Było ich pięciu chłopaków, synów buchaltera z browaru w Okocimiu (zmarł zatruwszy się przypadkowo, kiedy Władysław Orlicz miał 4 lata). Z tej piątki aż trzech zostało profesorami. U 10-letniego ucznia szkoły ćwiczeń cesarsko-królewskiego męskiego seminarium nauczycielskiego w Tarnowie jeszcze nic nie zapowiadało talentu matematycznego: w rachunkach w połączeniu z nauką o formach geometrycznych zaledwie dostateczny. Z tego okresu pochodzi też dokument wystawiony przez policję z Tarnowa, uprawniający do podróży w granicach terenu wojennego, gdzie czytamy „wzrostu średniego, twarzy owalnej i włosów ciemnych, ust i nosa proporcjonalnych, politycznie i moralnie jest bez zarzutu”.

Szczęśliwe lwowskie czasy

Ale już w 1917 roku na świadectwie są same bardzo dobre, aż w końcu państwowa szkoła realna we Lwowie uznaje go w 1920 roku za „dojrzałego z odznaczeniem do studiów na politechnice”. Tam jednak już po roku zgłosił swoje wystąpienie z wydziału mechanicznego. Odtąd zacznie się matematyka, a jego indeks czyta się nie bez wzruszenia: pod opiniami takimi jak „brał udział w seminarium matematycznem wyższem zabierając głos w dyskusjach, gdzie dorzucał trafne tak ze stanowiska naukowego jako też dydaktycznego uwagi” – widać na dole podpisy wielkich sław: Stefana Banacha, Stanisława Ruziewicza, Hugo Steinhausa…. To rok 1923. Nawiasem mówiąc, ten świetny student, uczestnik matematycznych posiedzeń w Kawiarni Szkockiej, później pracownik naukowy, egzamin nauczycielski zdał z wynikiem zaledwie dobrym (był to, jak czytamy, „egzamin pisemny z nadzorem”). Nauczycielowi w żeńskiej szkole Notre Dame a potem nazaretanek, lekarz wystawia długie świadectwo, że m. in. nie ma rażącego oko wyglądu zewnętrznego, ciężkiej i nieuleczalnej choroby skórnej odsłoniętych części ciała, przykrej woni, a także nadmiernej pobudliwości i wybuchowości (nauczycielom stawiano wówczas wysokie wymagania dotyczące wyglądu zewnętrznego). Jako nauczyciel napisał podręcznik „Rachunki dla klasy I szkoły powszechnej”, który także jest w spuściźnie, a w nim uczeń Banacha daje dzieciakom takie „trudne” zadania: Mama dała Marysi 12 groszy. Marysia dała biednemu dziadkowi 5 groszy. Ile jej zostało?”

Są świadectwa z Getyngi, ówczesnej mekki matematyków, gdzie ukształtowało się ostatecznie zainteresowanie Orlicza analizą funkcjonalną. Szczęśliwe lwowskie czasy uzupełnia szarobura książeczka o układach ortogonalnych. To praca habilitacyjna 31-letniego matematyka, a na niej w rogu rozczulająca dedykacja dla żony: „Bureczkowi Rudasek, 28 maja 1934 roku”.

Czas na Poznań

Teraz następują w dokumentach zaświadczenia z uniwersytetu im. Franka (to okupacja sowiecka) i rzemieślniczej szkoły (to okupacja niemiecka Lwowa), gdzie nauczał. Władysław Orlicz prowadził oprócz tego oficjalnie dozwolonego także tajne nauczanie, a co jest ewenementem wypromował tajnie w 1944 roku doktora matematyki Andrzeja Alexiewicza (później również w Poznaniu). Kiedy Lwów nieodwołalnie znalazł się poza granicami Polski, Orlicz przyjechał do Poznania, gdzie już od 1937 roku był profesorem matematyki na wydziale przyrodniczo –matematycznym Uniwersytetu Poznańskiego z nominacji prezydenta Ignacego Mościckiego. W Poznaniu zaczęło się mozolne budowanie Katedry Matematyki przy wielkim obciążeniu dydaktyką, bo nieliczna grupa matematyków musiała „obsłużyć” także inne wydziały, co nie przeszkadza prof. Orliczowi w ożywionej działalności naukowej. Zachowały się też dwa interesujące pisma amatorów, którzy swoje teorie chcą potwierdzić u uczonych, więc piszą do uniwersyteckich matematyków. „Duch prabytu jak gdyby wcielił się we mnie. Oto ja, król myśli, odsłaniam rąbek swej wiedzy” – twierdzi pan R. Jego rozważania astronomiczne są nawet ciekawe, napisane płomiennym językiem, lecz jaka była ocena profesora – nie wiemy, choć list zachował. O tamtych czasach świadczy napisana przez Orlicza laudacja dla Antoniego Zygmunda, wybitnego matematyka ze szkoły lwowskiej, po wojnie pracującego w Kanadzie i bardzo pomagającego młodym polskim matematykom – Orlicz wnioskuje o przyznanie mu doktoratu honoris causa. Senat wyraża zgodę, ale nie wyrażają jej władze polityczne.

Znamienne, choć z innych względów, jest też pismo, które odrzuca prośbę Jerzego Albrychta o zakup taśm perforowanych (na nich pracowały ówczesne komputery) – ich cena 55 tys. zł przekracza cały budżet Katedry wynoszący 35 tys. zł…Są dokumenty o Marcu 1968: odezwy do studentów, stanowiska Senatu czy Instytutu Fizyki PAN (bo Orlicz od 1956 roku pracował także w PAN-ie). Są ciekawe obserwacje z życia nie tylko naukowego na Zachodzie, gdzie Orlicz często był zapraszany na konferencje i wykłady, zawarte w listach do żony. Bogate archiwum i barwna postać aż prosi się opracowanie.

Swój pierwszy artykuł napisał jeszcze jako student do japońskiego czasopisma – w 64 lata później, siedząc nad korektą swojego artykułu również dla Japończyków – zakończył życie.

Maria Rybicka