Namysł nad nauką

To reforma, którą po pierwsze: postulowało – po drugie: zaproponowało w swoich głównych założeniach – i po trzecie: uczciwie i rzetelnie przedyskutowało samo środowisko akademickie – powiedział Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin, który zaprezentował założenia nowej ustawy dla nauki. Od ponad roku trwały intensywne prace, debaty i konsultacje nad projektem reformy, a dziewięć konferencji tematycznych Narodowego Kongresu Nauki skupiło łącznie tysiące osób dyskutujących nad przyszłością polskiej nauki i szkolnictwa.

Wielka reforma to zbyt poważna sprawa, żeby zostawić ją wyłącznie politykom – powiedział Jarosław Gowin, parafrazując słowa Charles’a de Gaulle’a, podkreślając tym samym rolę, jaką odegrało środowisko akademickie w tworzeniu przedstawionego projektu. MNiSW już w lutym 2016 roku ogłosiło konkurs na projekty założeń reformy „Ustawa 2.0”, w ramach którego trzy z piętnastu aplikujących zespołów eksperckich zaprezentowało w marcu 2017 roku własne propozycje zmian systemu. Na bazie tych wszystkich elementów, resort opracował tzw. konstytucję dla nauki.

Za nami wiele wspólnego namysłu i pracy nad filarami reformy – natomiast przed nami jeszcze doszlifowanie konkretnych przepisów, mechanizmów i rozwiązań – podkreślił minister Gowin, zapowiadając dalsze konsultacje społeczne, uzgodnienia międzyresortowe oraz wysłuchanie publiczne projektu na etapie parlamentarnym.

Tzw. konstytucja dla nauki jest propozycją szerokich rozwiązań systemowych uwzględniających m.in. nowy model skutecznego zarządzania uczelniami, zmianę kształcenia doktorantów, nowe ścieżki kariery akademickiej, łączenie potencjału dyscyplin naukowych, a także zwiększenie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Reforma porządkuje i ujednolica prawo o systemie szkolnictwa wyższego i nauki. Obecnie obowiązująca ustawa była nowelizowana kilkadziesiąt razy, a regulacje dotyczące systemu w wielu przypadkach były ze sobą niespójne. Nowy projekt ustawy ogranicza regulacje o charakterze ustawowym do najważniejszych kwestii systemowych, dając tym samym większą autonomię uczelniom przy tworzeniu wewnętrznych regulacji.

O refleksje na temat projektu reformy poprosiliśmy naszych poznańskich uczestników kongresu:

Nie wyobrażam sobie uniwersytetu bez wydziałów – mówi rektor UAM prof. Andrzej Lesicki. Znamy już projekt ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce”. Muszę jednak stanowczo podkreślić, że to projekt ustawy, a więc nie wiadomo jeszcze, jaki będzie jej ostateczny kształt. Już podczas Kongresu Nauki, w dniu ogłoszenia projektu, pojawiły się pierwsze sygnały, z których można wnioskować, że możliwe są głębokie zmiany w projekcie. Nie wiem również, czy uda się zrealizować przedstawiony przez ministra Gowina harmonogram dalszych prac nad ustawą. Zakłada on, że dyskusja nad projektem toczyć się będzie do końca 2017 r., by w styczniu projekt trafił pod obrady komisji sejmowych, a następnie Sejmu, który u schyłku pierwszego kwartału przyszłego roku uchwaliłby nową ustawę, mającą wejść w życie od 1 października 2018 r.

Mimo tych zastrzeżeń znamy już nie tylko założenia ustawy, lecz jej konkretny kształt, warto zatem zastanowić się, jak wykorzystać rok, który dzieli nas od prawdopodobnego terminu wprowadzenia jej w życie i podjąć dyskusję jak w przyszłości, w zmienionym stanie prawnym, będzie wyglądała nasza uczelnia.

W przedstawionym projekcie pojawiły się zapisy, które przyjmujemy z zadowoleniem, gdyż są to korzystne rozwiązania. Inne z kolei stają się wyzwaniem, bo są zupełnie nowe, ale z tymi trzeba się zmierzyć, by sprawdzić, jak będą funkcjonować. Są jednak i takie propozycje, które niepokoją i które niekoniecznie nam się na początku października 2017 podobają.

Gdybym miał krótko powiedzieć o tych, które są zadowalające, to z pewnością zaliczyłbym do nich uporządkowanie i ograniczenie liczby dyscyplin naukowych, a także wprowadzenie nowych reguł uzyskiwania uprawnień do nadawania stopni naukowych, co z kolei powinno radykalnie zmniejszyć liczbę jednostek mających takie uprawnienia. Pozytywnie oceniam ustalenia dotyczące podziału uczelni na akademickie i zawodowe, a także zasady podziału uczelni akademickich na uniwersytety, politechniki i akademie. Widzę w tym zamiar ograniczenia niekorzystnych efektów obecnej ustawy, czyli namnożenia najróżniejszych uczelni, zwłaszcza tych nazywanych różnego rodzaju uniwersytetami. Dobrym rozwiązaniem wydaje się przewidywany konkursowy sposób dochodzenia do statusu uczelni badawczych. Do innych pozytywnych – w mojej ocenie – rozwiązań zaliczyłbym również uproszczenie systemu dotacji dla uczelni i sposobu ich wykorzystywania. Oczywiście to tylko przykłady tych korzystnych, oczekiwanych rozwiązań, których jest więcej.

Wyzwaniem będzie na pewno konieczność określenia nowej struktury uczelni. Nie wyobrażam sobie uniwersytetu bez wydziałów i ich dziekanów. Nawet jeżeli ustawa odbiera tym strukturom obecną rangę organów uczelni, to i tak będziemy musieli pomyśleć, jak w strukturze tak dużego uniwersytetu rozwiążemy kwestie organizacyjne. Nie wyobrażam sobie kierowania uniwersytetem, w którym mamy 3 tys. nauczycieli akademickich przypisanych ewentualnie tylko do katedr, zakładów i pracowni. Struktury wyższego rzędu będą konieczne, a jak już powiedziałem, jestem zwolennikiem utrzymywania tradycyjnych nazw dla jednostek organizacyjnych uniwersytetu. Wyzwaniem jest także sprostanie nowemu sposobowi, w jaki dokonywana będzie ewaluacja jakości naukowej, która przestanie być oceną parametryczną wiązaną z podstawowymi jednostkami organizacyjnymi (wydziałami), będzie natomiast przeprowadzana w obrębie dyscyplin. Konsekwencją tak uzyskanych kategorii naukowych w ramach dyscyplin stanie się możliwość nadawania stopni naukowych i uzyskania uprawnień do ich nadawania, a także swoboda ustalania kierunków studiów. Inaczej też, bo w ramach szkół doktorskich, będziemy zapewne prowadzić kształcenie doktorantów – organizacja tych szkół to kolejne wyzwanie.

Konieczność sprostania tym wyzwaniom może wzbudzać niepokój, ustawa przewiduje jednak, że to rozwiązania statutowe pozwolą nam rozstrzygnąć wiele kwestii na UAM i dlatego podchodzę do nich racjonalnie, zachowując potrzebny umiar i rozwagę. Trzeba się z tymi nowymi rozwiązaniami zmierzyć bez lęku, mamy dość czasu, choć przed nami niełatwe, a przecież niezwykle odpowiedzialne zadanie napisania nowego statutu.

To, co niepokoi, to sprzeczność pomiędzy deklarowaną przez władze wolą zachowania autonomii uczelni (z pojawiającym się akcentowaniem faktu, że nowa ustawa zwiększa autonomię uczelni) – z jednej strony, a – z drugiej strony – zapisami, które nie do końca z tymi deklaracjami idą w parze. Np. utworzenie Rady Uczelni (taką nazwę proponuje ustawodawca), która, zgodnie z zapisami ustawy, sprawować będzie nadzór nad uczelnią, będzie więc swoistą radą nadzorczą. Bez względu na nazwę, nie jest to specjalnie przez nas oczekiwany twór w strukturze uniwersytetu. Jeśli rada miałaby wspomagać doradczo funkcjonowanie uczelni, to nawet obecność w niej osób spoza uniwersytetu nie budzi niepokoju. Jeżeli jednak w kompetencjach rady, mającej w swym składzie większość osób spoza uczelni, ma być uczestnictwo w procesie wyborczym na UAM (a właśnie rada ma nominować kandydatów na stanowisko rektora), oznaczałoby to dopuszczenie osób spoza uczelni do ingerowania w coś, co jest ewidentnie sprawą autonomii uczelni. Bez względu na to, czy w radzie będą politycy, którzy będą starali się wpłynąć na kluczowe decyzje dotyczące uniwersytetu, czy nie będą, jest to naruszenie tradycji akademickiej mówiącej o wybieraniu rektora przez społeczność akademicką – wspólnotę profesorów i studentów. To tak jakby w sprawie małżeństwa wybór oblubieńca lub oblubienicy pozostawiać nie młodym, z ewentualną doradczą rolą najbliższej rodziny, tylko zdać się na nakazy płynące spoza rodziny, wskazujące partnera lub partnerkę w związku. Aż dziwne, że władza, która deklaruje przywiązanie do tradycyjnego postrzegania rodziny, przygotowała rozwiązanie uderzające w naszą akademicką tradycję. Smutne to, że propozycje takiego rozwiązania wyszły i z naszego uniwersytetu. To właśnie rozwiązanie, które wymieniłbym jako niekoniecznie popierane przez uczelnie, nie podoba się ono także mnie jako rektorowi UAM (1.10.2017).

Bolesnym minusem jest brak wyraźnej zapowiedzi podwyżek płac – mówi kanclerz UAM Stanisław Wachowiak. Wystąpienie ministra Jarosława Gowina i założenia nowej ustawy z aprobatą przyjęli rektorzy największych polskich uczelni, a przecież to głównie na nich spadnie obowiązek jej wdrożenia i to na nich nakłada dodatkowe obowiązki. Pozytywnie oceniam połączenie ustaw w jedną, co oznacza, że jest ona wprawdzie aktem dość obszernym, ale jednocześnie bardziej przejrzystym i o połowę mniejszym niż połączone obecnie obowiązujące cztery ustawy.

Wielkim, bolesnym minusem jest brak wyraźnej zapowiedzi podwyżek płac. Sytuacja materialna pracowników szkolnictwa wyższego jest bardzo trudna. Od 1 stycznia 2018 roku płaca minimalna wzrośnie do 2.100 zł brutto. W przypadku naszego uniwersytetu oznacza to, że wynagrodzenia większości pracowników obsługi będą balansowały na jej granicy.

Zapowiedziane przeznaczenie dodatkowych, znacznych środków (ok. 800 mln zł) na szkoły doktorskie niekoniecznie musi przełożyć się na poziom dysertacji. Przyznanie tej dotacji dla młodych doktorów, którzy przygotowali i obronili najwybitniejsze prace byłoby bardziej efektywne.

Ustawa pomija stanowisko szefa administracji uczelnianej, co może oznaczać, że w różnych uczelniach funkcja ta będzie nazywała się inaczej, a to wywoła nieporozumienia, szczególnie poza środowiskiem akademickim. Kiedy w 2005 roku przemianowano moje stanowisko z dyrektora administracyjnego na kanclerza, zwracano się do mnie bardzo różnie: panie kancelisto, komisarzu, a nawet konsystorzu. Stanowczo opowiadam się za ustawowym przywróceniem stanowiska dyrektora administracyjnego. Funkcja kanclerza ma uzasadnienie w szkołach prywatnych, gdzie na ogół są to ich właściciele i zarządcy, a rola rektorów sprowadza się do obowiązków honorowych.

Ponadto dość kontrowersyjna jest propozycja rezygnacji z obowiązku pisania rozprawy habilitacyjnej. Moim zdaniem dla dobra nauki ten obowiązek powinien pozostać. Propozycja taka pojawiła się już w drugiej połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Poinformowałem o tych planach zaprzyjaźnionego adiunkta w dość zaawansowanym wieku Wiesz – odpowiedział – to by się mogło zgadzać bo ja jeszcze nigdy źle na nygusostwie nie wyszedłem.

Nowe przepisy spowodują realny wzrost kosztów dla UAM – mówi Marcin Wysocki, zastępca kanclerza UAM. Narodowy Kongres Nauki, a głównie kuluarowe dyskusje, pokazał jak duże – i nierzadko niestety rozbieżne – są oczekiwania przedstawicieli uczelni dotyczące zmian w obecnie obowiązujących przepisach. Z racji zajmowanego stanowiska najważniejsze są dla mnie zmiany mające wpływ na finanse uczelni. Zaproponowane zapisy w zakresie finansów w pewnym zakresie uproszczą zarządzanie środkami finansowymi. Przede wszystkim odbiorcą środków będzie uczelnia, a nie jak dziś – w przypadku części dotacji – poszczególne jednostki (podstawowe). Nastąpi konsolidacja strumieni finansowania. Jako uczelnia otrzymywać będziemy środki już tylko z 6 źródeł (dotacja badawczo-dydaktyczna, inicjatywy doskonałości, inwestycje, SPUB, pomoc stypendialna i programy ministra). Od decyzji władz uczelni – uzależnionych zapewne od przyjętej strategii działań, ale także potrzeb bieżących – będzie zależało jaką część z nich przeznaczymy na pokrycie kosztów dydaktyki, ile na badania naukowe (dotychczasowa dotacja statutowa, z wyłączeniem SPUB-u) a ile np. na utrzymanie i remonty domów studenckich. Dotychczas wpływające na nasze konta środki były z góry przeznaczone na konkretne cele. Niestety, planowanie i sprawozdawczość w podziale na poszczególne rodzaje działalności nadal będzie wymagana. Projekt ustawy wprowadza korzystne rozwiązania, takie jak zasady waloryzacji całej dotacji czy zapewnioną możliwość przechodzenia niewykorzystanych środków na kolejny rok, bez ograniczeń czasowych.

Jedną z nowości będzie wymóg aby Bank Gospodarstwa Krajowego prowadził obsługę rachunku bankowego funduszu stypendialnego. Dla nas oznacza to konieczność integracji z systemami nowego banku, wydłużony czas realizacji zleceń dla odbiorców (studentów) i – na dziś – mniej doskonałe narzędzia bankowości elektronicznej. Mam tylko nadzieję, że z czasem nie zostanie wprowadzona zasada obsługi wszystkich kont uczelni publicznych przez BGK.

Nowa ustawa zmieniła zasady naliczania Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Utrzymany został odpis na poziomie 6,5%, zmieniła się jednak podstawa odpisu. Nowe przepisy spowodują realny wzrost kosztów dla UAM o kwotę kilku milionów złotych. Bez zapewnienia zwiększonej dotacji dla uczelni przynajmniej o tę kwotę, nowe zapisy mogą stanowić pewne ryzyko dla finansów UAM.

Opr. len