Stanislaw Baranczak

Tlumaczenia / Translations



Josif Brodski


Siemionow

Wladimirowi Uflandowi

Nie bylo Iwanowa, Sidorowa, Pietrowa.
Byla zielona laka, a na lace krowa.
W dali pedzil po torach lancuszek stalowych wagonow.
W jednym z nich jechal na urlop gdzies na poludnie Semionow.
Czas plynal tak czy owak. Czas plynalby bez watpienia
tak samo bez krowy czy laki, bez trawy czy jej trawnienia
Podobnie - gdyby byli Iwanow, Pietrow i Sidorow,
Semionow natomiast jechal wolga po szosie wzdluz torow.
Poduma czlowiek nad tym i, gdyby lake napotka spojrzeniem,
odwrocil sie z naglym dreszczem czy raczej z trwoga i drzeniem:
jezeli rzeczywiscie nieruchomosc jest matka ruchu,
czemu w tak roznych postaciach objawiaja sie oku i uchu?
A chodzi nie tylko o twarze, lecz - co wazniejsze - o ciala!
Laczy je tylko to, ze ich bezgranicznosc bedzie istniala,
poki istnieje Siemionow: poki on, ta najdalsza odrosl
czasu, podroza na urlop nadaje istnieniu istotnosc;
dopoki ryczy pociag, zieleni sie wagon, przez miedze
przelazi krowa; dopoki plynie czas, a Siemionow jedzie.


Emily Dickson


Pierwszy drozd

I dreaded that first Robin, so

Tak trwozyl mnie ten pierwszy Drozd-
Lecz teraz- juz nim wladam,
Przyzwyczajona don niezgorzej-
Choc troche boli- nadal-

Myslalam- dozyc chwili, kiedy
Ten pierwszy Krzyk ustanie-
A juz mnie Fortepiany Borow
Nie wciagna w paszcz otchlanie-

Z lekiem myslalam spotkaniu
Z Zonkila Suknia Zlota-
Przeszylaby mnie na wskros swoja
Jaskrawo obca moda-

Pragnelam, aby trawa rosla
Szybciej- gdy juz przestanie,
Niech bedzie zbyt wysoka, aby
Zgory spogladac na mnie-

Nie moglam scierpiec mysli o tym,
Ze wroca Pszczoly- niechaj
Spia w mrocznych krajach- czyz zna ktoras
Slowo, na jakie czekam?

Sa jednak tu; nikt z nich nie zawiodl-
Ni Kwiat, ni skrawek Darni
Nie wstrzymal sie, by nie urazic
Mnie- Krolowej Kalwarii-

Dziecinnym Pioropuszem macham
Gdy salutuja- wierni-
I godze sie- po sierocemu-
Na bezmyslnosc ich Werbli-


Robert Frost


Wejdz

Stanalem na skraju lasu:
Drozd spiewal. Za tym progiem
Zmrok zewnetrzny sie stawal
Wewnetrznym mrokiem.

Zbyt ciemno bylo w gestwinie,
By fruwac z galezi na galaz:
Spiew- juz tylko tym jednym
Ptak mogl sie zajac.

Z blasku zachodu slonca
Przetrwalo pasemko cienkie
W ptasim glosie- dosc, by po ciemku
Skonczyc piosenke.

Przez mrok lesnych kolumnad
Plynela muzyka drozda,
Prawie wezwanie: wejdz w ciemnosc,
Gdzie bol i grozba.

Nie, ja chcialem wpatrywac sie w gwiazdy
Ku ciemnosci odwrocony tylem.
Nie wszedlbym nawet naprawde
Proszony; a nie bylem.


Thomas Hardy


Drozd o zmroku

Wsparty o furtke zagajnika
Czulem, jak mrozny zmrok
W oko dnia szarym widmem wnika,
Cmiac w nim slabnacy wzrok.
Gdzieniegdzie powoj- uschly, blady-
Jak strun zerwanych klab
Bil jekiem w niebo; ludzkie slady
Do chat zapedzal ziab.

Zwlokom stulecia rozciagnietym
Podobny byl ten swiat
Pod plyta chmur i pod lamentem,
Ktory go zegnal wiatr.
Ustal odwieczny puls urodzin
I wszelki duch u bram
Jalowych, mroznych, mrocznych godzin
Stal dretwo- jak ja sam.

I nagle z gory przez korony
Odartych z lisci drzew
Dobiegl radosny, nie zmacony,
Niepowtarzalny spiew;
To nikly, watly, rzadkie pierze
Stroszacy w wichrze drozd
Rzucil w twarz pustce i niewierze
Wlasnego wnetrza glos.

I tak doglebnie bezasadny
Byl ekstatyczny hymn,
Tak calkiem nie mial racji zadnej
w swiecie- przynajmniej w tym-
Ze czulem przez rozwibrowana
Radosc ptaka, na dnie,
Jakas nadzieje, jemu znana
a nie dostepna mnie

31 XII 1900




Thanks to Marlena Evans for donating this page.