DudkiArtykuł ten ukazał się w "Przyrodzie Polskiej" (2/96) z innym zestawem zdjęć Stłumione, monotonne "łud-łud-łud" zdradzało obecność dudków
(Upupa epops) na peryferiach Poznania. W poprzednich latach
miałem już okazję obserwować, a nawet fotografować te ptaki. Ciągle mnie
fascynowały z powodu niezwykłego kształtu, ubarwienia i ciekawych
zwyczajów. Poświęciłem parę dni na ich poszukiwanie, szczególnie dokładnie
penetrując pobliża dziuplastych drzew, ale nie udało mi się ptaków zobaczyć.
Są one bardzo ostrożne wobec człowieka i mimo kontrastowego ubarwienia
trudne do wyśledzenia w terenie. |
|||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||
|
Przypomniałem sobie moje wcześniejsze obserwacje dudków. Widziałem jak samiec wielokrotnie w ciągu dnia przynosił owady swojej - wysiadującej jajka - partnerce. Samiczka w czasie długiego i monotonnego przebywania w dziupli niekiedy wysuwała z niej głowę i rozglądała się dookoła. Kiedy samiec długo nie przylatywał, wzywała go piskliwym głosem. Mimo, że siedziałem w ukryciu, z którego miałem ograniczoną widoczność, zawsze wiedziałem, że samiec pojawi się w pobliżu, gdyż oznajmiał swoje przybycie charakterystycznym, chrapliwym dźwiękiem. Na ten wabiący głos żywo reagowała samiczka - natychmiast ukazywała się u wylotu dziupli i otwierała dziób. Pomyślałem w tym momencie, że niemal automatycznie przypisałem obu płciom role, które w rzeczywistości mogły być odwrócone. Samiczka dudka wprawdzie różni się nieznacznie wyglądem od samca (barwy piór ma mniej czyste i nieco krótszy czubek, a niekiedy białe plamki na gardle), ale jednoznaczne określenie płci obu osobników, bez możliwości jednoczesnego przyjrzenia się im w całej okazałości, jest bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. W większości opracowań na temat tych ptaków podano, że wyłącznie samiczka wysiaduje jajka. W "Małym słowniku zoologicznym", w tomie "Ptaki" (Wiedza Powszechna, Warszawa 1990) wyczytałem jednak, że obaj partnerzy czynią to na zmianę. Czy zdarza się tak naprawdę i czy wówczas partnerzy karmią się nawzajem, tego mi nie wiadomo. Sam nie widziałem, aby ptaki zastępowały się w tej ważnej czynności, która trwa 15-17 dni. Tymczasem słońce zaczęło chować się za horyzontem, musiałem więc przerwać dalsze obserwacje. Następnego dnia, o poranku, przyjechałem na to samo miejsce. Tym razem, nie wychodząc z samochodu udało mi się zobaczyć jednocześnie parę dudków, co mogło świadczyć, że oboje rodzice karmią swoje młode. Ptaki kilkakrotnie znikały mi z oczu lecąc z pokarmem za gęstwinę liści dużego krzaka, rosnącego przy płocie ogrodzonej działki. Składowano tam stare części maszyn. W najbliższej okolicy nie było żadnego dużego, dziuplastego drzewa mogącego służyć jako miejsce lęgowe dudków. W bezpośrednim sąsiedztwie złomowiska znajdował się zakład betoniarski, na którym przez pół dnia panował duży ruch ludzi i hałas maszyn. Zachowanie ptaków wskazywało jednak, że na tym - wydawałoby się - niegościnnym terenie, w promieniu najwyżej 15 metrów wokół krzaka, musiało być ukryte gniazdo. |
|||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||
|
Poprosiłem właściciela o wpuszczenie mnie na działkę. Obok krzaka leżało dużo najróżniejszego złomu i opon. Nie brakowało w tym składowisku zakamarków, w których ptaki mogłyby ukryć swoje gniazdo. Nie sposób było wszystkiego przeszukać. Rozbiłem więc w pobliżu namiot obserwacyjny. Ledwo się w nim ukryłem, usłyszałem szum skrzydeł. Na płocie usiadł dudek. Był nieco zaniepokojony rozglądał się dookoła i co chwila rozkładał wachlarzowato swój wspaniały czub. W długim, zakrzywionym ku dołowi dziobie trzymał dużego szarańczaka. Wreszcie uspokojony, sfrunął pod krzak, siadając na metalową kopułę, która przykrywała, leżącą na ziemi, obręcz dużego koła samochodowego. Po chwili ptak dał nura w otwór znajdujący się na wierzchu kopuły i jednocześnie rozległ się świergot młodych ptaków. Wiedziałem już, gdzie znajduje się gniazdo. |
|||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||
|
Zmyślny ptak wkrótce wyleciał ze swojego dziwacznego lęgowiska, a ja mogłem wyjść z ukrycia. Miałem wyjątkową okazję przyjrzenia się młodym dudkom i samemu gniazdu, gdyż żelazną "budkę lęgową" łatwo mogłem rozebrać, docierając do jej mieszkańców. Odstawiłem na bok ciężką kopułę i ostrożnie uniosłem koło. Moim oczom ukazała się gromadka pokrytych białym puchem piskląt. Trudno było je policzyć, bo zbiły się w jedną puchową masę. Zauważyłem, że znacznie różniły się między sobą wielkością. Świadczyło to o tym, że nie wykłuwały się jednocześnie, a prawdopodobnie w odstępach dwudniowych, zgodnie z kolejnością składania jaj. Samiczka natomiast musiała rozpocząć wysiadywanie po złożeniu pierwszego jaja. |
|||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||
|
Najstarsze pisklęta nosiły na głowie sporej długości, sztywne pałki przyszłych piór czuba. Sterczały one na zewnątrz na kształt kolczastej korony. Z puchu wysuwały się także pałki piór skrzydłowych i ogonowych. Niektóre młode, żebrząc o pokarm, otwierały dzioby ukazując białe wargi i czerwone wnętrza gardzieli. |
|||||||||||||||||||||||
|
Naliczyłem w sumie siedem piskląt. Ptaki siedziały bezpośrednio na gołej, ubitej ziemi bez żadnej wyściółki. W samym gnieździe, jak i wokół niego było czysto; nie znalazłem resztek pokarmu ani pozostawionych odchodów. Dość powszechne mniemanie, że dudki nie potrafią utrzymać porządku w gnieździe, przynajmniej nie zawsze, okazuje się być słuszne. Pisklęta, wbrew moim oczekiwaniom, nie próbowały mnie bombardować cuchnącym kałem, mimo że brałem je do ręki. Byłem na tę nieprzyjemność przygotowany, ponieważ dużo pisano o tym szczególnym sposobie obrony młodych dudków. Sądzę, że wiele w tych relacjach jest przesady. Twierdzono nawet, że niezbitym dowodem świadczącym o zasiedleniu dziupli przez dudka jest smród zeń się wydobywający. Badałem już wcześniej dwie dziuple zajęte przez te ptaki i w żadnej nie wyczułem owej wstrętnej woni. Mimo oświetlania latarką młodych dudków, ukrytych w mrocznych zakamarkach drzewa, nie zdarzyło się, aby ptaki obryzgały mnie odchodami. Myślę, że jedynie ze strony mocno wystraszonych i zdesperowanych ptaków, dźganych na oślep patykiem przez nieodpowiedzialnych ludzi, można oczekiwać takiej reakcji. Zresztą, przypadki odruchowego wypróżniania się, wywołane nagłym stresem, zdarzają się również innym ptakom, a także ssakom, nie wyłączając człowieka. Dudki dysponują jednak dodatkową bronią strzelecką. Są to gruczoły kuprowe, z których mogą podobno wystrzykiwać na dużą odległość ciemnobrązowy płyn o nieprzyjemnej, piżmowej woni. Muszę przyznać, że "moje" dudki, obserwowane przeze mnie w obręczy koła, niekiedy odwracały się do mnie tyłem i podnosiły kupry, jakby celując, ale nigdy nie zrobiły z nich użytku. Może miałem szczęście zetknąć się z wyjątkowo mało nerwowymi ptakami? "Żelazna budka" doskonale spełniała swoje zadanie. W czasie deszczu było w niej sucho, a wąski otwór wejściowy skutecznie chronił gniazdo przed drapieżnikami, szczególnie przed licznie wałęsającymi się kotami. Niewątpliwie takie miejsce lęgowe jest dla dudków nietypowe. Ptaki te wykazują jednak dużo inwencji w odnajdywaniu odpowiednich kryjówek pod gniazdo. Najchętniej gnieżdżą się w obszernych dziuplach, niezbyt wysoko nad ziemią. Kiedy ich brakuje, wykorzystują różne zagłębienia, na przykład na ścianach budynków ("Przyroda Polska nr 7/95"), wśród skał, pod karpinami, a nawet zajmują opuszczone nory. |
|||||||||||||||||||||||
|
Do gniazda dudków zaglądałem jeszcze 4 razy w ciągu trzech tygodni, po których ostatni młody dudek je opuścił. Przy pierwszym przeglądzie znalazłem najmłodsze, a tym samym najsłabsze pisklę, leżące martwe na ziemi. Prawdopodobnie ptak nie podołał konkurencji starszego rodzeństwa, które skuteczniej dopominało się pokarmu od rodziców. Pozostała szóstka była zdrowa i dalej dobrze się rozwijała. Po 14 dniach od momentu znalezienia gniazda stwierdziłem brak jednego młodego. Ponowna kontrola, przeprowadzona w następnym dniu, wykazała obecność już wszystkich ptaków. Obserwacja ta dowodzi, że dorastające dudki, nim opuszczą definitywnie gniazdo, wracają do niego, znajdując w nim bezpieczeństwo i zainteresowanie ze strony - ciągle karmiących rodzeństwo - rodziców. |
|||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||
|
Pięć dni później pozostało w kole tylko dwoje najmłodszych piskląt. Według różnych obserwatorów dudki opuszczają gniazdo po 24-27 dniach od momentu wyklucia Młode ptaki można odróżnić od dorosłych po krótszym i prostszym dziobie i mniej kontrastowym ubarwieniu. |
|||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||
|
Z końcem lata niewielkie grupy rodzinne tych ptaków koczują po polach i łąkach, zanim rozpoczną wędrówkę do zimowisk w Afryce, na południe od Sahary. Dudki należą do ptaków nielicznych, a miejscami bardzo rzadkich w Polsce i całej Europie. Spadek liczebności tego gatunku zaznaczył się na naszym kontynencie już na początku tego wieku. Po obserwowanym w latach pięćdziesiątych wzroście liczebności nastąpiła kolejna tendencja spadkowa, która utrzymała się aż do chwili obecnej. Przyczyny tego zjawiska nie są znane, chociaż jako przypuszczalne powody podawano zanik dziuplastych drzew w otwartym krajobrazie parkowym, chemizację rolnictwa oraz wypieranie łąk i ugorów, będących bazą pokarmową dla dudków, przez monokulturowe pola uprawne. Ptaki te są dosyć płochliwe i ostrożne wobec człowieka, tak że łatwiej je usłyszeć niż zobaczyć. Mimo, że najczęściej nie znane z autopsji, są bardzo popularne i lubiane przez ludzi, przede wszystkim z powodu niecodziennego wyglądu, przypisanego raczej ptakom egzotycznym niż krajowym. Coraz częstsze przypadki gniazdowania dudków w sąsiedztwie siedzib ludzkich, może wskazywać na ich powolną adaptację do nowych warunków siedliskowych. Pozwala to spojrzeć z nieco większym optymizmem w przyszłość tych ptaków w naszym kraju. Przemysław Sujak |
|||||||||||||||||||||||