Nasz Dziennik, sob.-niedz.., 7-8 XI 1998, nr 238 - strona 8

Ideologia różdżkarstwa

Zamazanie granicy między kulturą a kultem, nauką a religią, rozumem a wiarą, które sugeruje zarówno ideologia, jak i praktyka różdżkarstwa, przyczynia się do utrwalania "wyznaniowego państwa okultyzmu", gdzie "wiedza tajemna" wprowadzana jest w obszar zawodowości i kultury.

W "Naszym Dzienniku" ukazywały się przez jakiś czas reklamy materacy gorczycowych. Na skutek przeoczenia dopuszczono w tej reklamie fragmenty propagujące ideologię różdżkarską, która jest co najmniej problematyczna pod wieloma względami i już chociażby z tego powodu nie powinna być reklamowana w opiniotwórczym katolickim dzienniku.

W "Naszym Dzienniku", nr 220 zdania owe już usunięto, ale niestety, na skutek kolejnej omyłki ukazały się znowu w nr 232. Potrzebne jest więc jeszcze wyjaśnienie, które zresztą dotyczy problemów bardziej zasadniczych i to najwyższej wagi. Materace gorczycowe, nawet jeśli posiadają jakieś lecznicze oddziaływanie (które zresztą należałoby wyraźniej zbadać), nie mogą być utożsamiane z ideologią "żył wodnych" i szkodliwego ich promieniowania. Tego rodzaju zbitki kompromitują także - być może niewinne - materace gorczycowe, a przynajmniej samych producentów, którzy zresztą mogli ulec nieświadomie jakiejś presji ideologicznej, sami nie

przemyślawszy sprawy. Powoływanie się na badania naukowe w przypadku różdżkarstwa jest co najmniej problematyczne, jeśli nie fałszywe. Sami różdżkarze przyznają, iż ich ideologia jest niefizyczna, czekają na odkrycia jakiejś nowej fizyki. Ustanowienie różdżkarstwa jako zawodu również nie przekonuje, gdyż nie jest to weryfikacja, ale raczej inicjacja (lub swoista "weryfikacja" przez innego różdżkarza, który był z kolei "weryfikowany" przez jeszcze innego itd.). Powstaje pytanie; kto i na jakiej zasadzie ustanowił różdżkarstwo jako zawód (zarejestrowane przez Ministerstwo Pracy w 1995 r.). Brak odpowiedzi na te kwestie przyczynił się do społeczno-kulturowej akceptacji różdżkarstwa, bez pytania o racje i zasady (mówi się np. o prawdziwych i fałszywych różdżkarzach). Weryfikacja czy inicjacja? Kultura czy kult? Weryfikacja w sferze kultury (nauki) czy nieweryfikowalny kult lub religia (parareligia, pseudoreligia), w które wprowadza się poprzez inicjację? Nawet jeśli istnieją jakieś szalone i nieprawdopodobne hipotezy, są one na tyle marginalne i nieuznane powszechnie, iż katolicki dziennik (kierujący się zarówno rozumem, jak i wiarą - patrz ostatnia encyklika Ojca Świętego "Fides et ratio"), nie powinien przyczyniać się do popularyzacji rzeczy niesprawdzonych, a nawet problematycznych, czy może także niebezpiecznych - o czym poniżej. Różdżkarstwo przez organizacje badawczo-demaskatorskie, takie jak GWUP w Niemczech ("Gesellschaft zur wissenschaftlichen Untersuchung von Parawis-senschaften e. V."), zrzeszającą ponad 450 naukowców z różnych dziedzin naukowych, uważane jest za pseudonaukę. Powołując się także na badania przeprowadzone w ciągu 9 lat na Uniwersytecie Poznańskim (w tym także na wnioski dr. Przemysława Kiszkowskiego, uczestnika tych badań, ogłoszone w 1981 r.), można stwierdzić, iż hipoteza "żył wodnych" została - w weryfikacji naukowej - obalona lub też nieprzyjęta przez: - badania z dziedziny hydrogeologii (dotyczące krążenia wody pod ziemią) - badania z dziedziny fizyki (nie istnieje promieniowanie wodne) - badania z dziedziny medycyny (nie istnieje szkodliwość promieniowania "żył wodnych" wykrywana medycznie). Różdżkarstwo może być także problematyczne, a nawet niebezpieczne z tego powodu, iż różdżkarze obficie korzystają także z ksiąg białej, a nawet czarnej magii, o czym świadczą np. materiały klubów radiestetów, czy tzw. psychotroników. Otwierają się oni na rozmaite światopoglądy panteistyczne, magiczne, antropocentryczne. Korzystają bez ograniczeń ze wszystkich możliwych źródeł "wiedzy tajemnej" (także antycznej). Zaangażowany różdżkarz chętnie sięga do okultyzmu czy ezoteryzmu, szukając w nim podbudowy światopoglądowej własnych technik. Stąd można tu mówić o propagowaniu gnozy, magii czy właśnie okultyzmu. Tak oto różdżkarstwo jako pseudonauka przyjmuje formę pseudoreligii (lub parareligii). Pseudoreligijny charakter odsłaniają też same techniki, gdyż tzw. radiestezja mentalna jest formą jasnowidzenia, gdzie różdżkarz jest jasnowidzem-medium. Świadczą o tym rozmaite reklamy, gdzie rozmaici różdżkarze-jasnowidzowie uprawiają również tzw. teleradiestezję (np. radiestezję kartograficzną, czyli rozpoznanie z użyciem mapy na odległość). To już całkowicie przekracza podsuwane w przypadku różdżkarstwa wyjaśnienia fizyczne, które stosuje się wtedy, kiedy różdżkarz jest jedynie "specem od szukania wody", czyli wykonuje tzw. usługi "studniarskie". Profesjonalny ("prawdziwy"?) różdżkarz rzadko ogranicza się do tego rodzaju usług, ale również "widzi" ludzkie biopole, cieki wodne i zaburzenia energetyczne, świadczy usługi radiestezyjne, studniarskie, jasnowidcze z zakresu diagnostyki niemedycznej. Pomaga: w poszukiwaniu zaginionych osób i przedmiotów, w niemedycznym diagnozowaniu stanu zdrowia" itd. (fragment ogłoszenia w ogólnopolskim informatorze). Zawód czy powołanie? Wiedza nabyta czy wiedza tajemna? A może jedno i drugie? Różdżkarz jako medium otwiera się więc na pewne siły nieznanego pochodzenia które można nazwać siłami okultystycznymi ("occultus" - nieznane), nawet jeśli różdżkarz nazwie te siły "siłami kosmicznymi" twierdząc, iż nie jest przez nie manipulowany. Nie może on jednak określić na pewno natury tych sił ani wykluczyć, iż jest przez nie manipulowany. Aby wykluczyć możliwy tutaj czynnik spirytystyczno-demoniczny (który oddziaływałby niepokojąco), różdżkarz przyjmuje optymistycznie interpretowany światopogląd okultystyczny czy magiczny, który nie wspomina o tego rodzaju siłach lub je wyklucza. Tymczasem już sam "pomiar" różdżkarski (przy pomocy różdżki lub wahadełka) to raczej rozmowa z przedmiotem (na zasadzie pytań-odpowiedzi: tak/nie) niż pomiar czegokolwiek. Przypomina to techniki wróżbiarskie, czy nawet spirytystyczne przy pomocy talerzyka czy tabliczki "ouija". Doświadczony różdżkarz zresztą nie musi już używać tych przyrządów. Podejmowanie jednak jakichkolwiek decyzji, nawet nie bardzo wiążących (zresztą kto osądzi, co jest wiążące, a co nie) przy pomocy tego rodzaju "poznania" (z przyrządami czy też bez) oznacza, iż pomija się wymiar "sumienia" zamieniając je na jakąś "bezpośrednią iluminację", która rzekomo ma pochodzić wprost od Boga i być wyrazem Jego woli. Od jakiego Boga? W ramach jakiej teologii?

Optymistyczne odwoływanie się do różnych teorii podświadomości, gdzie podświadomość, nie wiadomo dlaczego, ma odpowiadać na rozmaite (czy nawet na wszystkie) pytania, jest arbitralna i nieprzekonywująca. Różdżkarz, który w "taki sposób" otwiera się na własną podświadomość (czy może raczej na jakąś pozaświadomość, czyli także świat duchowy nieznanego pochodzenia), nie jest w stanie ustalić granic dla takiego doświadczenia ani go kontrolować, nawet jeśli byłby o tym szczerze przekonany i wszystkich naokoło zapewniał o tym. Chyba, że zupełnie bezpodstawnie założy, że jego własna podświadomość jest rzekomo doskonała, nieomylna czy wręcz - po gnostycku - boska (a z tego powodu również bezgrzeszna i całkowicie bezpieczna). Wówczas jednak sam uważa się za boga, co jest formą grzechu bałwochwalstwa (idolatrii). Wynika z tego, iż różdżkarz nie może posiadać żadnej pewności co do swojej wiedzy. Nie jest w stanie odróżnić swoich własnych wyobrażeń od czegoś, co jest rzekomo obiektywne. Świadczy o tym test szklanki z trucizną (o czym także pisze dr Przemysław Kiszkowski). Należy postawić przed różdżkarzem dwie szklanki wody, gdzie w jednej będzie trucizna, choć nie będzie to widoczne gołym okiem. Należy polecić mu "diagnozę", którą tak bardzo się chlubi w swoich reklamach: gdzie jest trucizna? Po diagnozie uczciwy różdżkarz powinien wypić tę szklankę wody, która jest wolna od trucizny. Jeżeli tego nie uczyni, to jakim prawem "diagnozuje" pokarmy i lekarstwa (które także nb. są rodzajem trucizny, "farmakon")? Jakim prawem poleca innym medyczną "truciznę" lub pozostawienie lekarstwa (jedno i drugie ważne jest dla życia i zdrowia), jeżeli nie posiada absolutnej pewności (a takiej faktycznie mieć nie może) co do swojej mediumistycznej wiedzy, którą otrzymuje z otchłani swojej rzekomo nieomylnej podświadomości?

Dlatego - z powyższych racji - poleca się także osobom duchownym aby nie propagowały dwuznacznego procederu różdżkarstwa, by spróbowały przemyśleć rozporządzenie Świętego Oficjum z 1942 roku, które poleca, aby surowo zabronić du-chownym świeckim i zakonnym zajmowanie się kiedykolwiek praktykami radiestezyjnymi, które jako praktyki mediumistyczne (czy mediumistyczno-spirytystyczne) mogą dotykać rzeczywistości grzechu przeciwko I przykazaniu (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2116-2117).

Techniki mediumistyczne czy medialne są moralnie niewłaściwe, niezależnie od intencji, "dobrego" celu, czy okraszania" ich modlitwą. Mówi o tym inne orzeczenie Świętego Oficjum z dnia 1 kwietnia 1898 r. Stąd propagowanie różdżkarstwa przez duchownych, często nieświadomych zagrożeń z jego strony, powoduje z jednej strony zamęt na gruncie doktrynalnym, a następnie konkretnie przyczynia się do wikłania ludzi w "zniewolenia okultystyczne", czego jestem naocznym świadkiem. Wynika to również z tego, iż: - Nie można oddzielić fali okultyzmu od różdżkarstwa, które zawsze okazuje się czymś więcej niż tylko tzw. szukaniem wody. Propagowanie różdżkarstwa jest więc propagowaniem okultyzmu. - Stąd firmowanie koloratką lub habitem poparcia dla różdżkarstwa (przez korzystanie z jego usług lub nawet jego uprawianie) sprawia wrażenie, iż także wszelkiego rodzaju okultyzm został "rozgrzeszony". - Zamazanie granicy między kulturą a kultem, nauką a religią, rozumem a wiarą, które sugeruje zarówno ideologia, jak i praktyka różdżkarstwa, przyczynia się do utrwalania "wyznaniowego państwa okultyzmu", gdzie "wiedza tajemna" wprowadzana jest w obszar zawodowości i kultury tak, jak gdyby była przez nie weryfikowana. W istocie zaś przynależy do sfery religii (czy też jako pseudoreligia wypełnia pole dla niej przeznaczone). Pozwala to gnozie, magii i okultyzmowi poruszać się swobodnie w sferze kultury bez odpowiednich zastrzeżeń i dystynkcji, co jest także zagrożeniem dla samej kultury. Pełny tekst rozporządzenia Świętego Oficjum z 1942 roku na temat różdżkarstwa oraz wiele innych argumentów naukowych, racjonalnych (w tym teologicznych) można odnaleźć w książce dr. Przemysława Kiszkowskiego, Co warto wiedzieć o radiestezji? (Biblioteka Dobrej Nowiny, Gdańsk 1997).

o. dr. Aleksander Posacki


Nasz Dziennik, sob.-niedz.., 7-8 XI 1998, nr 238 - strona 8


Z powrotem | Strona główna | Chrześcijaństwo a radiestezja

Ó Copyright by CyjSoftware 1999