Radiesteci kontra naukowcom.

W literaturze różdżkarskiej, nazywającej się teraz (od lat 1930-ych) radiestezyjną, panuje powszechnie pogląd, że naukowcy, zwłaszcza fizycy, są ludźmi o ciasnych poglądach, sprzeciwiają się wszelkim nowościom, a przede wszystkim tym, które choć trochę wypaczają ich skostniały pogląd na świat. Zajmują się oni tylko materią i poza nią nie widzą niczego i dlatego już zgóry nastawieni są nieprzychylnie do takich "nowoczesnych" idei jak "New Age", psychotronika, filozofie wshodnie, poszerzenie umysłu itd. Są to po prostu ludzie, tak pyszni i zarozumiali, że nic do nich nie trafia. Czy takie poglądy są prawdziwe?

Przypominam sobie początek swych badań nad radiestezją. Było to na jesieni 1974 w rok po śmierci mej mamy. W tajniki różdżkarstwa wprowadzała mnie wtedy mgr Janina Franek-Dobrońska. Pomyślałem sobie, że jest to bez wątpienia zjawisko fizyczne i różdżkarz musi tu reagować na jakieś fale, najprawdopodobniej elektromagnetyczne. Tymi koncepcjami zainteresowało się szereg osób i po pół roku powstała grupa badawcza pod kierunkiem prof. dra Hab. Henryka Szydłowskiego. Pracowaliśmy w budynku Collegium Chemicum przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mieściło się tam szereg zakładów naukowych zarówno Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza jak i Akademii Medycznej. Wielu ludzi zainteresowało się naszymi eksperymentami i b. chętnie nam pomagało. Przebadaliśmy ok. 300 osób na zdolności wahadlarskie i u ok. 30% wyniki były pozytywne. Inne rezultaty też były, jak się nam wtedy zdawało, bardzo zachęcające. Mieliśmy się czym pochwalić. Pamiętam dwa wykłady prof. Szydłowskiego, oba przy nabitej sali - jeden w auli Collegium Chemicum głównie dla pracowników Instytutu Fizyki Doświadczalnej, a drugi na zjezdzie Polskiego Towarzystwa Fizycznego we Wrocławiu na jesieni 1975 roku. Ogromne zainteresowanie i bardzo mało uwag krytycznych - tak to fizycy i inni przedstawiciele nauk przyrodniczych reagowali na nasze badania.

Prace nasze posuwały się dalej i zorganizowaliśmy letnie obozy naukowe w terenie. Uczestniczyli w nich entuzjaści różdżkarstwa, głównie studenci fizyki oraz pracownicy Instytutu Fizyki i inni. Były to czasy, kiedy nie łatwo było o jakąś nietypową aparaturę, o odczynniki chemiczne itd. Pomogli nam koledzy z Torunia, Łodzi i Warszawy. Tu i tam trzeba było pojechać, przywieść ofiarowane czy wypożyczone części i przyrządy wykorzystując różne swoje znajomości.

Oczywiście staraliśmy się trafić do świata radiestetów. Parę osób nam pomogło i uczyło, jak się posługiwać wahadłem i różdżką. Poddali się naszym badaniom i opowiadali o swoich doświadczeniach, sukcesach i porażkach. Byli to ś. p. ks. Władysław Góra z Izbicy Kujawskiej, słynny wtedy zielarz i diagnosta przy pomocy różdżki i wahadła, ś. p. inż. Henryk Załęski i dr med. Danuta Sotnik (obecnie mieszkająca w Londynie) i wspomniana już mgr Janina Franek-Dobrońska (obecnie mieszkająca w Trójmieście). W przeciwieństwie jednak od ogromnie otwartego na nasze badania środowiska naukowego, ogół radiestetów trzymał się od nas bardzo zdaleka. Zwracaliśmy się o pomoc np. do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Różdżkarzy, ale efekt był znikomy. Jeden z różdżkarzy powiedział szczerze memu koledze, że nie będzie za darmo zdradzał tajemnic zawodowych. Tymczasem myśmy robili nasze badania w skromnych ramach prac naukowych i jeszcze finansowaliśmy, co tylko było możliwe, z własnej kieszeni. Nie traktowaliśmy różdżkarstwa jako głównego, czy nawet dodatkowego źródła zarobku. Było to dla nas wielką przygodą naukową, odkrywaniem nowej prawdy. Dopiero dało się zauważyć zmianę stanowiska świata różdżkarzy, kiedy ulegliśmy złudzeniu, że wynaleźliśmy sposób neutralizacji "promieniowania żył wodnych", czyli tzw. odpromiennik. Wtedy zaczęły się telefony z prośbą o opatentowanie tego urządzenia. Ja osobiście uważałem, że aparat ten wymaga jeszcze dalszego przebadania i rzeczywiście na kolejnym obozie jego działanie trzeba było przypisać wyłącznie sugestii. Nie mniej jednak jakaś spółdzielnia produkowała takie urządzenia, ale, chwała Bogu, nie były one i nie są firmowane przez Instytut Fizyki Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, ani przeze mnie osobiście. A obiecywano nam wiele.

Na jesieni 1981 roku przeanallizowałem negatywne wyniki tegorocznego obozu naukowego jak i wszystkich poprzednich i doszedłem do wniosku, że radiestezja nie wytrzymuje konfrontacji z fizyką. Różne zaobserwowane przez nas efekty, których naprawdę było dużo, nie wiązały się z fizyką i dawały się z łatwością wytłumaczyć sugestią, autosugestią i pamięcią podświadomą.

Pamiętam słowa mego kolegi, że nie każdy zdobyłby się na przyznanie do porażki i to w sposób radykalny i zdecydowany. Ja uczyniłem to tej pamiętnej jesieni 1981 roku na zjezdzie Polskiego Towarzystwa Fizycznego w Lublinie na sesji posterowej.

Jeszcze przez 3 lata kontynuowaliśmy nasze badania na następnych obozach naukowych, i nawet na jednym z nich był obecny mgr inż. Stanisław Jastrzębski, wrocławski radiesteta. Podzielił się z nami swymi doświadczeniami i wiadomościami. Jestem mu za to osobiście bardzo wdzięczny. Nie doczekaliśmy się natomiast nawet krótkich odwiedziin chociażby jednego radiestety poznańskiego.

Tyle o naszych badaniach. Oczywiście był po nich ponad 20-letni okres dyskusji i dalszego studiowania wszystkiego co się z radiestezją łączy, wysłuchiwanie i odpowiadanie na głosy zwolenników i przeciwników.

Nasze badania nie były jedyne, choć z pewnością jedne z najdłuższych. Wielu zajmowało się tym zagadnieniem, tak że w raporcie Amerykańskiej Służby Geologicznej z 1917 roku znajdujemy stwierdzenie, że różdżkarstwo jest chyba najlepiej przebadanym fenomenem i to z najmniejszą ilością pozytywnych wyników, a szukanie wody, ropy naftowej itd. przy pomocy różdżkarzy jest marnotrawieniem publicznych pieniędzy. Dalsze nam znane eksperymenty poprawnie przeprowadzone tylko tę opinię potwierdzają.

Po tych ponad 30 latach utrzymuję osobiście, że radiestezja opiera się na przynajmniej 3 fałszywych założeniach sprzecznych z naukami przyrodniczymi:

Jak różdżkarze odpowiadają na tak poważne i druzgocące zarzuty? Głównym ich argumentem jest, że tak mówimy w oparciu o dzisiejszy stan wiedzy. Można powiedzieć, że dla nich nauka jest wtedy ugruntowana i wiarygodna, gdy potwierdza radiestezję. Czyżby właśnie radiestezja była jedyną prawdą naukową, jedyną wyrocznią i wszelkie prawa, wszelkie odkrycia są tylko wtedy coś warte, gdy potwierdzają różdżkarstwo? Dobrze, ale czy różdżkarstwo jest nauką skończoną, doskonałą i zupełną? Tak jednak nie jest. Zmieniają się poglądy na naturę "promieniowania, na charakter "żył wodnych", pojęcia są nieostre i wypowiedzi jednego radiestety nie są uznawane przez innych, a nawet negowane. A jeżeli ta pseudonauka dojdzie do wniosku, że żył wodnych , promieniowania i zdolności wykrywania wody nie ma? Tak, ale wtedy podcieła by gałąź, na której siedzi, zniszczyła by źródło własnych, przeważnie niebagatelnych zysków.

Teraz kilka słów od siebie. Jestem chyba jednym z najbardziej atakowanych przez różdżkarzy ludzi za swoje stanowisko. Dlaczego tak się dzieje - bo poznałem radiestezję od podszewki. pMoje najlepsze lata naukowe poświęciłem badaniom nad radiestezją , a dziś jestem już po 80-ce i całkowicie niewidomy. Z czystym sumieniem i pełną świadomością stwierdzam dziś, że zarówno różdżkarstwo oraz inne gałęzie okultyzmu jak astrologia, bioenergoterapia, jasnowidzenie, różne metody Silvy, Reiki, rozszerzania umysłu itp. są to tylko mętne pseudonauki tak skonstruowane, by nie można ich było ani łatwo zanegować, ani potwierdzić (tak np. o psychoanalizie wyraził się amerykański psycholog Allport). Co gorsza, te pseudonauki nie są w stanie wytworzyć własnego, logicznego i zwartego systemu i dlatego pełnymi garściami biorą terminy naukowe zwłaszcza z fizyki, jako dziedziny mało zrozumiałej dla przeciętnego zjadacza chleba. Niejednokrotnie jednak ich używanie wykazuje jaskrawą ignorancję i dowodzi tylko chęci popisania się przed czytelnikiem czy słuchaczem swoją "naukowością". Jest to tak oczywiste dla kogoś, kto trochę zna nauki przyrodnicze, że mało komu chce się na to odpowiadać. Wogóle muszę stwierdzić (a to nie jest bynajmniej moje odkrycie), że Te wszystkie mętniactwa są pasożytem na ciele zdrowej nauki i tak jak każdy pasożyt doprowadza do śmierci gospodarza, jeżeli nie będzie w czas wykryty i zneutralizowany. Dlatego piszę te słowa, bo trzeba ratować ludzi, w to wplątanych, jak i całą naszą cywilizację dopóki nie jest za późno.

Dodam na zakończenie, że swego czasu zrezygnowałem z honorarium za swoją książeczkę "Co warto wiedzieć o radiestezji" i 1/10 nakładu kupiłem i rozdałem wśród znajomych, przyjaciół i nieprzyjaciół. Wzywam radiestetów, by czynili podobnie.

Przemysław Kiszkowski
26 czerwca 2006


Z powrotem | Strona główna | reakcja radiestety | Radiesteci kontra naukowcom | apel | antynauka
Chrześcijaństwo a radiestezja

Ó Copyright by CyjSoftware 1998 - 2006