Harcerstwo na Podolanach

Wspomnienia i wiersze czasu okupacji 1939 - 1945

 

Wilga

(Bogumiła Zofia Pawuła-Żabińska)

 

            W pierwszy piątek września 1939 r. poszliśmy do kaplicy, która się mieściła w domu Państwa Jahnsów. Nie było spokojnie w czasie nabożeństwa, co chwilę wywoływano mężczyzn - mobilizacja. Już w drodze do domu usłyszeliśmy bombardowanie. Samoloty z Ławicy, jeden po drugim, nisko leciały na południowy wschód. Wtem na czystym niebie pokazał się mały samolot, jak się później okazało była to awionetka Pana Mielocha. Krótko potem, nad Suchym Lasem spadał, zestrzelony niemiecki samolot wojskowy. Na Podolanach zupełna cisza. Miałam wtedy 12 lat. Idąc w mundurku harcerskim po zakupy do składu Pana Wciórki, zostałam nagle zatrzymana przez patrol Wehrmachtu na motocyklu - krótkie "Halt. Was ist das?", ze wskazaniem na mundur. Skończyło się na zerwaniu pagonów.

 

Stęskniona myśl

Stęsknione oczy

Wokoło spoglądają

Że może dziś

Że może już

Wolności doczekają

      Lecz cisza wokół

      I tylko piosnka

      Tęsknotą przepojona

      Perli się cicho

      Do niebios stropu

      Nitką nadziei złączona

                        (Podolany, 1940)

 

            Gdy zbliżały się moje czternaste urodziny (kwiecień 1941) musiałam zgłosić się do Arbeitsamtu, gdzie dostałam skierowanie do pracy w fabryce samolotów Focke-Wulf, na terenie Targów Poznańskich. Praca od wczesnego rana do 19-tej wieczorem, przy borowaniu dziur i spawaniu. W pracy nie wolno rozmawiać ani oddalać się od warsztatu. Każda pomyłka traktowana jest jako sabotaż, karana biciem i ciemnicą. Pracownicy to prawie wyłącznie młodzież. Jest grupa chłopców z Łodzi, skoszarowanych w zapchlonych barakach na Górczynie. Któregoś dnia, przy wyjściu z fabryki, dwóch z tych chłopców poprosiło mnie o pomoc w ucieczce do domu, potrzebowali bilet aby się dostać na teren dworca. Dałam im swój bilet miesięczny na listopad. Zaczęłam używać bilet z października, z dorysowaną kreską (XI). Chłopcy znikli, a mnie za kilka dni kontrola zatrzymała za sfałszowanie biletu. Siedziałam przez kilka godzin w małym pomieszczeniu w tunelu dworca. W tym czasie sprawdzano u zawiadowcy  dworca na Podolanach - Pana Kaczmarka, czy ja wykupiłam bilet na listopad. Po kilku dniach wezwano mnie na policję. Przesłuchanie było dla mnie bardzo przykre. W fabryce przeniesiono mnie karnie z ogólnej hali do małego pomieszczenia, w której znajdowała się wanna z acetonem. Tam, przez 12 godzin dziennie czyściłam z farby aluminiowe lotki do samolotów. Któregoś dnia dostałam dreszczy, wysokiej gorączki i zawrotów głowy. Z przystanku kolejowego na Podolanach doszłam z trudnością do domu. Pamiętam jeszcze, że Mama czekała na mnie z talerzem gorącej zupy. Wtedy straciłam przytomność. W ciągu kilku dni gdy leżałam w malignie, przyjeżdżało do domu Gestapo, sprawdzając czy nie symuluję choroby. Dobry doktor Lezewitz (Niemiec z Łotwy), który był lekarzem na Sołaczu, przychodził  pieszo na nasze Podolany i leczył mnie z obustronnego zapalenia płuc.

            W czasie mojej dwumiesięcznej choroby, fabryka Focke-Wulf została zbombardowana, w czasie angielskich nalotów lotniczych i przeniesiona do Krzesin i Gądek. Większość młodocianych pracowników wywieziono do fabryk w Bremen i Rostoku. Musiałam w ciągu trzech dni zgłosić się do innej pracy. Moja dobra koleżanka i sąsiadka Maryla Dzierżyńska-Zubielik, namówiła mnie abym się zgłosiła do pracy na świeżym powietrzu w majątku, w Strzeszynie. Szefem był czeski Niemiec Lukas. Oprócz miejscowych pracowników i kilkunastu młodych ludzi z okolicy, była tu także młodzież przymusowo wywieziona z innych regionów. Włodarzem był, bardzo szanowany, Pan Pawlak.

 

Idzie wojny czwarty rok

Coraz cięższy stawia krok

A tuż za nim? Oj, nie róże

To są smutki wielkie, duże

Choć dni skaczą w blasku słońca

Nie masz jeszcze dla nas gońca

Co przyleci z nad Bałtyku

Co narobi pełno krzyku

Że nareszcie, ach nareszcie

Przyszła Wolność nasza złota

Co jak w pełnym szyku rota

Runie na kraj ukochany

Na te nasze polskie łany...

            I... nie powiem więcej już

            Do modlitwy ręce złóż

Idzie wojny czwarty rok

Ciężki, ciężki stawia krok

                        (Strzeszyn, 1944)

 

            Praca  w majątku była często ponad moje siły. Krwotoki z nosa były na porządku dziennym. Wiosną wprowadzono czas letni. Ponieważ nie mieliśmy radia ani gazet, spóźniliśmy się do pracy o godzinę. Lukas już to zgłosił i kilku gestapowców przyjechało na pole, gdzie pracowaliśmy i bili nas po twarzy. Innym razem, zimno, ciemno, pada deszcz ze śniegiem. Po całym dniu pracy przyjeżdżają samochody i Niemcy, jedziemy - do dzisiaj nie wiem gdzie, bo było zaciemnienie - trzeba, wyładowane na dworcu kolejowym, ziemniaki okopcować zmarzniętymi bryłami ziemi i słomy. Praca trwała do rana. Pracowaliśmy nieraz w niedziele.

            W wolne niedziele, mój brat Leon proponował mi dziwne spacery. Mówił, że muszę mu towarzyszyć, bo to bezpieczniej dla niego. Na Forcie VI Leon mierzył wysokość żelaznego płotu i głębokość fosy, przy torach kolejowych notował przejazdy transportów wojskowych, robił rozpoznanie instalacji żwirowni koło Moraska a także sytuacji żydowskich więźniów, pracujących przy budowie jeziora Rusałka. Towarzyszyłam mu kiedyś, wraz z Irką Gumienną, na spotkaniu w domku dróżnika kolejowego za dworcem strzeszyńskim, grupy podolańskich harcerzy z  jakimś starszym mężczyzną, przełożonym z konspiracji .

 

Zbliża się Wolność

Wśród trudu, głodu

Zbliża się z państew

Wolnych Zachodu

Zbliża się ku nam

Z Ruskiej Krainy

Cieszcie się ludzie, dobre nowiny!

            Już niemiec z miasta

            Wilna wyparty

            Już w mieście krążą miłe nam warty

            Polska na orlich skrzydłach już leci

            I woła z góry - cieszcie się dzieci!

Oczy wnet błysną

Zapłoną serca

Gdy wypędzony będzie morderca

Morderca podły, tyran fałszywy

Krwi naszej polskiej

Jak złota chciwy

            On jest na wszystko, zawsze gotowy

            I nie oszczędzi dziecka, ni wdowy

            Lecz się zakończy to panowanie

            Gdy nasza Polska ZMARTWYCHPOWSTANIE

                              (Poznań-Strzeszyn, 10 lipiec 1944)

 

            W październiku 1944 roku Gestapo zaaresztowało Leona. Właśnie wrócił ze szpitala po zakaźnym dyfterycie i szkarlatynie. W dniu 4 pażdziernika 1944 Leon wysłał wiadomość z lagru w Żabikowie (Lenzingen). Następny list został wysłany 13 grudnia 1944 r. z obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, zawiera oprócz ocenzurowanych pozdrowień w języku niemieckim, numer więzienny Leona (82 858) oraz adres zwrotny: Bunzlau II - Schlesien, Arbeitslager - Concordia (na liście Mama dopisała odręcznie adres więzienny swojego brata Czesława Styburskiego, dla którego Gross-Rosen miał być także obozem śmierci). W tym samym czasie, na Podolanach zaaresztowano  jeszcze Tadeusza Urbańskiego, Zbigniewa Tabakę, Walentego Patalasa, Alfreda Andrzejewskiego oraz  Tadeusza Kotłowskiego, który mieszkał na Sołaczu.  Wszystkich zesłano do  obozów koncentracyjnych w Gross-Rosen lub Mauthausen.

            W małej strzeszyńskiej szkole pojawiła się gromada żydowskich dziewcząt. Pracowały cały dzień przy robieniu drogi w kierunku jeziora. Jako pożywienie na cały dzień, miały na wózku beczkę wody. Były słabe i wynędzniałe, kto mógł to je podkarmiał, zostawiając chleb pod krzewami. My też niedaleko pracowaliśmy i któregoś dnia wracaliśmy wspólnie. Jedną z tych dziewcząt, która pozostawała w tyle, podwiozłam na rowerze, powiedziała mi: "nas wywiozą wkrótce do wagonu gazowego". Nie rozumiałam wówczas nic z tego co mówi. Na drugi dzień podrzuciłam im przez płot, coś do zjedzenia  -  królika, bo chleba w domu brakowało. W jakiś czas potem, nikogo już w szkole nie było. Zbliżała  się zima 1944/45.

            W styczniu nadciąga front, z dala słychać kanonadę artyleryjską. Rozwieszane są nakazy opuszczenia miasta.  Niemcy opuszczają zajęte domy i w popłochu uciekają. W naszym domu są głębokie piwnice. Postanawiamy pozostać na miejscu a wraz z nami kilka rodzin z sąsiedztwa: Ciocia Janina z Danusią i Elą, Pani Kościelska ze swoją matką staruszką oraz synami Zbigniewem i Kazimierzem, Pani  Bibersteinowa z synem Józefem a także Pani Skolasińska z czwórką dzieci. Po kilku dniach siedzenia w piwnicy brakuje jedzenia. Ojciec decyduje się na wyjście z piwnicy w poszukiwaniu żywności. Napotkany patrol niemiecki chce go rozstrzelać jako szpiega. Na szczęście pojawiają się jeszcze inni mieszkańcy Podolan, którzy zostali wcześniej wysiedleni do Złotnik, ale wrócili nakarmić króliki. Ostatecznie, w ciągu godziny wychodzimy do Złotnik. Tam sytuacja pełna grozy. Widzimy grupę polskich zakładników prowadzonych na rozstrzelanie. Przechodzący patrol niemiecki napotkał przy drodze zastrzelonego, przez zmotoryzowaną szpicę rosyjską,  Niemca.  O ten czyn posądzeni zostali Polacy, wysiedleni z Podolan. Na szczęście ujawnił się właściciel majątku Pan Hofmejer, który  przyczynił się do uwolnienia zakładników. Po kilku dniach, w środku nocy, nadeszli Rosjanie. Jedną z pierwszych rodzin wracających na Podolany była rodzina Floryszczaków. Została ostrzelana przez grupę żołnierzy niemieckich, ukrywających się pośród kępy sosen, w pobliżu dzisiejszej ulicy Szarych Szeregów. Wtedy zginął, jeden z podolańskich harcerzy, Bolesław Floryszczak. Wojna się skończyła, niektórzy z aresztowanych harcerzy wrócili do domu. Była iskierka nadziei, że powróci także mój brat.

 

Piosnka harcerska - taka prosta, nasza

Bo tchnie przyjaźnią, młodością, pogodą

I utrudzony szary świat okrasza

A duszę ma zawsze młodą

 

Tyś mi piosenko w wojenne szarugi

Była wspomnienia iskierką

Tyś mi kazała w czas błędny, długi...

Pozostać zawsze harcerką

                        (Podolany - maj 1945)

 

            Niestety Leon i kilku jego przyjaciół z Szarych Szeregów, nie powróciło. Była nikła nadzieja, że Leon jest gdzieś w szpitalu na zachodzie. Na pytania skierowane do Czerwonego Krzyża przychodziły odpowiedzi, że nie ma go w kartotekach. W sierpniu 1947 roku prysły resztki nadziei, że Leon wróci. Współwięzień z obozu koncentracyjnego - Stanisław Wawrzyniak z Polwicy koło Zaniemyśla, zaświadczył o jego głodowej śmierci w czasie ewakuacji obozu Dora koło Nordhausen do obozu Bergen-Belsen. Leon przetrzymał okres katorżniczej pracy w kamieniołomach obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, marsz śmierci i ciężkie roboty w podziemnych tunelach Dory. W ostatnim okresie wojny, na początku kwietnia 1945 roku, więźniowie byli transportowani wagonami towarowymi do Bergen-Belsen. Brak żywności i tyfus dziesiątkowały więźniów. W czasie krótkiego postoju pociągu, na leśną polanę wyniesiono zmarłych. Śmierć głodowa zabrała Leona w dniu 8 kwietnia 1945 roku, na trzy dni przed ukończeniem 21 lat życia.

 

Za oknem noc cudna

Świerszcz w kącie gdzieś bzyka

Ogrodami złudna melodia przemyka

            Zeszła noc na ziemię w ciemnej pelerynie

            Zasnęły słowiki w leszczyny gęstwinie

Wszystko słodko drzemie zmilkło świerszcza granie

Lecz w piersi matczynej wyrywa się łkanie

            Jej najstarsze dziecko - bohater Narodu

            Swoją jasną duszę oddał Panu Bogu...

I zginął smutnie bohater cichy

Ani mu dzwony nie zadzwoniły

Ani matula nie pożegnała

I nie usypał mu nikt mogiły

            Wiatr przywiał smętny z rodzinnej strony

            Przysypał piaskiem zmęczone oczy

            I ulubionej piosenki tony

            Zanucił ptaszek jakiś ochoczy

Lecz nim zamarły usta Leona

Szepneły rade "wojna skończona"

                              (Podolany, 7 sierpnia 1947)

                             

            W dniu  20 czerwca 1948 r., w czasie uroczystości poświęcenia Domu Harcerza na Winiarach, matkom harcerzy, którzy polegli  w obronie Ojczyzny lub zostali zamęczeni przez okupanta w obozach koncentracyjnych, wręczono symboliczne oznaki pamiątkowe "Matce Harcerza - Bohatera - Z.H.P. - Chorągiew Wlkp.".

 

Miała Matka syna, a ja brata

Kilka lat minęło, jak go niemcy wzięli

I jak go oddano pod opiekę kata

I bili okropnie i głodem morzyli

            Później zmilkło wszystko, wojna się skończyła

            Ja czekam na brata, a matka na syna

I dziś... nagle dzwonek, Mama spiesznie chwyta

List, który dziwnie z rąk drżących umyka

            I czyta... zginął!

Krzyk straszny wyrywa się z krtani

Mój Synu! Mój Bracie!...

I list spłynął łzami...

            Rozpaczą przybita Matula jedyna-

            Ja przysięgam w duszy, zastąpić Jej Syna.

Mija ciężka chwila, wnet nadejdzie Tata

... Modlimy się z Mamą, o Syna i Brata.

                                    (Podolany, sierpień 1947)

 _________________________________________________________________________                                                                                                

Przypisy:

fot.1 - List Leona z obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen (Nr obozowy 82 858). Odręcznie dopisany przez Mamę (Maria Pawuła z d. Styburska) adres więzienny z Gross-Rosen, Jej brata Czesława Styburskiego  (Nr obozowy 82 796). Czesław Styburski został zaaresztowany za pomoc osobie poszukiwanej przez Gestapo i zginął w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen.

fot.2 - Treść listu z Gross-Rosen, tłumaczona z niemieckiego  (strona b): "Kochani Rodzice i Rodzeństwo! Na pierwszy wysłany list z adresem, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi....."

fot.3 - Zaświadczenie do  honorowej oznaki matki poległego harcerza, wręczonej na uroczystości poświęcenia Domu Harcerza VI Hufca Harcerzy w Poznaniu, w dniu 20 czerwca 1948 r.:

Pani Pawułowa Maria upoważniona jest do noszenia harcerskiej oznaki pamiątkowej z napisem "Matce Harcerza - Bohatera - Z.H.P. - Chorągiew Wlkp.", która nadana jej została w dniu 20.VI.1948 r. w związku z bohaterską śmiercią jej syna Leona, który za wierną służbę Polsce zamęczony został przez okupantów niemieckich.                                      Czuwaj!

T. Łagoda, phm                                                                      Korcz, hm      

       Hufcowy                                                                   Komendant Chorągwi

 

fot.4 - Wilga - autorka wierszy (zdjęcie z 1945 roku)

------------------------------------------------------------------------------------------------

Publikacja w gazecie osiedlowej "Na Skraju" (ISSN 1427 - 6879), Nr 3(20), 1998, Poznań

e-mail: pawula@main.amu.edu.pl