Stanisław Borawski, Podstawy idei poznawczej studiów
nad dziejami używania języka. Esej o diachronii, w: Rozprawy o historii języka polskiego, pod red. S. Borawskiego,
Zielona Góra 2005, s. 13-61 (fragmenty).
HISTORIA
JĘZYKA NARODOWEGO JAKO DZIEJE UŻYWANIA JĘZYKA
A LINGWISTYKA GRAMATYCZNA
W swym dotychczasowym rozwoju polska
lingwistyka diachroniczna dokonała opisu dziejów budowy systemu językowego.
Opis ten jest stale udoskonalany i uszczegółowiany, a najważniejsze dokonania
ostatnich dziesięcioleci polegają na syntetycznych i monograficznych opisach
stanu systemu w poszczególnych okresach-stuleciach z uwzględnieniem poziomów
systemu: fonologii i fonetyki, fleksji, słowotwórstwa, składni, leksyki.
Wszystkie liczące się dzieła naukowe wyszły spod piór autorów o bogatym dorobku
i doświadczonych. (...) s. 23-24.
Inaczej jest z historią
języka rozumianą jako dzieje używania języka. Potrzeba reorientacji studiów
historycznojęzykowych ujawniła się już w momencie ukazywania się pierwszego
tomu monumentalnej Historii języka
polskiego Zenona Klemensiewicza (scalone – 1974), bo dzieło to wieńczyło
funkcjonowanie idei poznawczej genezy polskiego języka literackiego,
najważniejszej dla pokolenia wielkich historyków urodzonych przed odzyskaniem
niepodległości i związanych biografiami z określonym sposobem myślenia o
narodzie i jego właściwościach, o państwie, o społeczeństwie. Dla
przedstawiania innej syntezy motywacji nie było, ponieważ w ramach tamtego
stylu myślenia naukowego lepszego wykładu dziejów polszczyzny przedstawić nie
było można.
W takim czasie powraca się
zazwyczaj do pytań fundamentalnych (Żmigrodzki 2003), pytań o zadania, zakres i
powinności dyscypliny naukowej. Autorowi tego rozdziału najbliższe było
wskazanie A. Furdala (1966) , który zalecał uczynienie obiektem naukowych
dociekań dziejów odmian językowych i przedstawił następnie własną klasyfikację odmian
języka polskiego (FurdaI1973), odmienną od klasycznych ujęć klasyfikacyjnych Z.
Klemensiewicza (1953) i S. Urbańczyka (1956). Typologię wewnętrznego
zróżnicowania języka polskiego podejmowali także A. Wilkoń (1987) i S. Grabias
(1997). Pojęcia i terminy odnoszące się do funkcyjnego, stylistycznego,
socjalnego i geograficznego nacechowania polskich tekstów lub jednostek języka
zadomowiły się na dobre w pracach wszystkich niemal badaczy – są też stale
obecne w dydaktyce akademickiej. Sama idea badania odmian językowych była w
takim stopniu odmienna od wcześniejszej tradycji badawczej, że fascynowała i
stwarzała nowe perspektywy, choć młodemu wówczas autorowi niniejszego szkicu
nie wystarczało wtedy erudycji, by wiązać ją z jednym z istotnych wątków szkoły
wcześniejszej – to przyszło z czasem i z wieloma lekturami (Borawski 1995).
Idea studiów nad
funkcjonalnym, geograficznym, stylistycznym i semantycznym zróżnicowaniem
polszczyzny obrosła wieloma publikacjami, ujawniły się jej silne, ale też
kłopotliwsze strony. Do ciekawszych nurtów badawczych, jakie rozwinęły się w
związku z ideą poznawczą studiów nad odmianami języka, należą: rozwijająca się
od kilku lat genologia lingwistyczna, łącząca osiągnięcia językoznawstwa
funkcjonalnego ze stylistyką i pragmatyką (Ostaszewska 2000; 2004), oraz prace
nad terytorialnym zróżnicowaniem języka w przeszłości (Kowalska 1986; 2002a;
2002b; Kość 1999 i inni). Wprawdzie z odmiennego nurtu, ale w sposób
niesprzeczny z ideą poznawczą A. Furdala, wywodzą się liczne prace dotyczące
publicznych użyć języka (Dubisz 1992; Wilkoń 2002) oraz historycznej stylistyki
(Skubalanka 1984). Poza tym nurtem lokują się i rzucają nowe światło na
językową przeszłość ważne prace słowotwórcze (Kleszczowa 1989; 2003) oraz
syntaktyczne, syntaktyczno-semantyczne i frazeologiczne (Pisarkowa 1984;
Krążyńska 2000-2001). Nadal aktywni badawczo są liczni uczeni kontynuujący
szkoły wielkich mistrzów okresu dyskusji o genezie literackiej polszczyzny.
(...) s. 24-25.
Jak wiadomo, refleksja nad
językiem zaczęła się w starożytności od troski o prawidłowość rytuału w
obrzędach religijnych. Refleksja ta, obrastając systematycznie obserwacjami i
informacjami, dorobiła się filologicznych paradygmatów postępowania
analitycznego i stała się nauką. Uzyskała też zdolność do pełnienia funkcji
praktycznych: ubierania mądrości w kunsztowną i celową wymowę, upowszechniania
znajomości starożytnych języków, które ekspandując poza granice etnicznych
terytoriów, stawały się przejmowanymi środkami komunikatywnymi coraz to większej
wspólnoty zespalanej handlowymi interesami, potrzebami
administracyjno-fiskalnymi, czy także militarnymi w rozległym imperium.
Gramatyka i retoryka oraz umiejętność wysławiania się „w obu językach” (tj.
łacinie i grece) stały się ważnymi umiejętnościami, jakie powinni byli opanować
synowie znakomitych rodów i jakie stały się niezbędne wszystkim dążącym do
kariery w życiu publicznym, w administracji, sądownictwie, kapłaństwie czy
wojskowości. Gramatyka zatem przez długie stulecia stała się istotą myślenia o
języku i patrzenia na właściwości tekstu, ona wspomagała coraz bardziej
niezbędną naukę pisma. Na przeciąg stuleci łączyła się z nią umiejętność
celowego używania języka, tj. retoryka. Przez ten pryzmat przez ponad dwa
tysiąclecia widziano nie tylko funkcję mowy i pisma, ale też ich piękno, bo
kształcenie prowadziło do łączenia celowości z kunsztem.
Kierowało to do abstrahowania
z tekstów ich leksykalnych składników oraz prawidłowości, jakie łączą słowa w
zdania. Podstawową kategorią pojęciową gramatyki stała się forma językowa. Tak
więc wyabstrahowane cechy formalno-znaczeniowe tekstu łacińskiego (czyli
obcego) stawały się podstawowymi jednostkami obserwowanymi także w tekstach
rodzimych, bo języki nowożytne były opisywane i nauczane na wzór łaciny. Taki
właśnie gramatyczno-retoryczny punkt widzenia dominował do połowy XIX wieku, a
i dziś jeszcze nie uległ zapomnieniu, skoro nauka paradygmatów deklinacyjnych i
koniugacyjnych ma znaczny udział w nauczaniu języka polskiego w szkole. A i w
pracach naukowych kryteria formalno-gramatyczne nie tylko rzadkością nie są,
ale wręcz odwołanie się do nich w klasyfikacjach różnorodnego materiału
językowego jest jednym z najczęstszych zabiegów, bo przez swą jednoznaczność i
wyrazistość daje poczucie konkretu i twardego gruntu pod stopami.
Język wypreparowany z tekstów
uzyskał status autonomicznego bytu, na który składają się znaki o różnych
formach oraz zbiór reguł pozwalających łączyć w zdania nacechowane znaczeniem
lub funkcją relacji wyrazy. Treścią studiów nad językiem stała się forma a
następnie funkcja i treść owych znaków oraz relacji, jakie pomiędzy nimi
zachodzą. Wytworzyły się i ulegają stałym przekształceniom całe nurty badawcze,
wyspecjalizowane w opisie i objaśnianiu różnorodnych aspektów języka, a poziom
wyrafinowania i finezji analiz budzi respekt dla pomysłowości. Sam język jednak
niezmiennie jest traktowany jako byt samoistny i autonomiczny, jako substancja
utrwalona w słowniku i podręcznikach gramatyki, jako rzecz i to sama w sobie.
Tymczasem
język nie jest substancją, lecz
wspólnotową konwencją – i poza niewielkim zasobem dźwięków kombinatorycznie
organizowanych w możliwe do wyartykułowania w danym czasie historycznym
sekwencje – nie ma jakichkolwiek właściwości fizycznych. Skoro nie ma
wielkości, masy ani prędkości, to nie może też mieć formy. Nawet samo używanie
terminu forma w odniesieniu do języka
jest konwencją. Realnie istnieją tylko teksty, które nabierają właściwości
fizycznych, gdy są emitowane. Istnienie tej wspólnotowej konwencji umożliwia
bezkolizyjne lub w miarę bezkolizyjne komunikowanie się ludzkich jednostek
bytujących we wspólnotach. Przedmiotem wspólnotowych uzgodnień są treści,
symbole i emocje przypisywane prymarnie sekwencjom dźwięków, a sekundarnie
ciągom znaków pisarskich.
„Gramatyczne” patrzenie na
język jako na zasób wyrazów mających formy będące nośnikami wzajemnych relacji
pomiędzy nimi w zdaniu (fleksja) albo relacji pomiędzy sekwencjami dźwięków w
obrębie jednego wyrazu lub relacją pomiędzy znakiem językowym a rzeczywistością
pozajęzykową (słowotwórstwo, leksykologia) prowadziło do wyobrażenia
opozycyjnych powiązań pomiędzy znakami językowymi i zaowocowało stworzeniem
pojęcia systemu językowego. Spojrzenie na język jako na konwencję kieruje naszą
uwagę na obszary dotąd słabo rozpoznane lub wręcz nierozpoznane i bez obawy
poważniejszego błędu można wskazać sporą liczbę zespołów zagadnień, nad którymi
poszukiwania można i – zapewne – warto podjąć w nadziei, że przyszłe badania,
konstatacje i opisy dostarczą szczegółowszych wskazówek i ustalą hierarchię
ważności problemów. Tu istotniejsze od kompletności listy zagadnień i problemów
do rozważenia, zbadania i opisu jest zaproponowanie wyjściowego zespołu pojęć,
wokół których może się rozwinąć nowy styl naukowego myślenia. Pojęcia wszak są
najważniejszym dorobkiem nauki.
Wyjściowe
zespoły istotnych zagadnień układają się w następujące cztery grupy:
A. Zbiorowości
ludzkie jako wspólnoty komunikatywne:
– rodzaje wspólnot komunikatywnych,
mechanizmy i współczynniki ich powstawania, przekształceń
i przemieszczeń w przestrzeni i czasie;
– kształtowanie się świadomości
wspólnotowej;
– ekspansja przestrzenna i
funkcjonalna – terytorialny i funkcjonalny zasięg działania wspólnoty;
– relacje i interferencje pomiędzy
wspólnotami;
– środki techniczne, instytucje i
organizacje wspólnotowej komunikacji.
B. Potrzeby
komunikatywne oraz spontaniczne i konwencjonalne zachowania językowe:
– potrzeby komunikatywne, ich
pojawianie się, przemiany na tle sposobów funkcjonowania wspólnot komunikatywnych, ich zorganizowania
i przemian;
– zachowania językowe jako sposoby
realizacji zmieniających się potrzeb, ich typy i przejawy – czynniki determinujące;
– kształtowanie się wzorów
językowych działań w różnorodnych sytuacjach komunikacyjnych
– znaczenie autorytetu, kształtowanie się norm i kodyfikacje;
– mechanizmy kształtowania się
konwencji komunikacyjnych – tendencje innowacyjne i konwencjonalizacja zachowań językowych.
C. Środki
komunikatywne wspólnot i procesy ich uzgadniania – kody i ich odmiany:
– typologia środków komunikatywnych
ze względu na przejawy potrzeb komunikatywnych poszczególnych
wspólnot;
– dokumentacja komunikacji językowej
wspólnot – źródła do dziejów i genologia lingwistyczna;
– charakterystyki języka utrwalonych
zachowań językowych – warstwa odmiany ogólnonarodowej
i specyficzne nacechowanie zachowań językowych wspólnot podrzędnych.
D. mechanizmy
przekształceń środka komunikatywnego wspólnoty ogólnonarodowej:
– innowacje jako wyraz zmian w
potrzebach komunikatywnych na tle funkcjonowania, przekształceń składu wspólnot i kontaktów z innymi
wspólnotami;
– konwencjonalizacja zachowań
językowych i środka komunikatywnego jako mechanizm stabilizacji wspólnot komunikatywnych i zwyczaju językowego –
oddziaływanie wzorców zachowań
językowych, poetyki normatywne, normalizacja i kodyfikacja, kultura języka;
– publiczne zachowania językowe i
komunikacja publiczno-medialna – wpływ jednolitości, tempa i intensywności komunikacji na upowszechnianie wzorów
zachowań komunikatywnych;
– znaczenie oddziaływania
komunikacji prawno-urzędowej i instytucjonalnej na stabilność upowszechnianych wzorów i obyczaju
językowego;
– wpływ oddziaływania nauki na
środek komunikatywny wspólnoty ogólnonarodowej;
– autorytet i oddziaływanie komunikacji
literackiej dla przekształceń języka wspólnoty ogólnonarodowej
i świadomości językowej – artystyczne przełamywanie stylistyk normatywnych;
– udział oświaty i kształcenia w
uzgadnianiu konwencji językowej;
– instytucje twórczości artystycznej
i upowszechniania kultury jako współczynnik oddziaływania
na wspólnoty ludzi wykształconych.
Wymienione cztery zespoły zagadnień stanowią ogólnie
zarysowany program badawczy, który – o ile znajdzie akceptację – zostanie z
pewnością rozwinięty i uszczegółowiony. W dalszej części rozdziału zostaną
zresztą sformułowane przykłady tematów należących do tak rozumianych zadań
dyscypliny naukowej. Tu – jak to powiedziano wcześniej – chodzi przede
wszystkim o zaproponowanie zespołu pojęć sterujących myśleniem o językowej diachronii. Choć więc zamiarem
autora jest tu zaledwie ogólne zarysowanie podstaw nowej idei poznawczej, to
pewna liczba uwag uszczegółowiających wydaje się tyleż pożyteczna, co
niezbędna.
OGÓLNE PODSTAWY
FUNKCJONOWANIA WSPÓLNOT KOMUNIKATYWNYCH
Stwierdzając, że
właściwości fizyczne w języku mają wyłącznie dźwięki i ich sekwencje, a
przypisane im znaczenia, treści i funkcje są konwencją – kulturą, musimy
zauważyć, że naturą wszelkich konwencji i uzgodnień jest to, że dochodzą do skutku
tylko w jakiejś zbiorowości, tj. że mają charakter społeczny. W odniesieniu do
języka, czyli środka komunikatywnego umożliwiającego wymianę myśli i emocji, tą
zbiorowością jest wspólnota komunikatywna. Samo uzgadnianie stale uaktualnianej
postaci kodu używanego we wspólnotowym porozumiewaniu się następuje
najpowszechniej poprzez samo jego używanie z udziałem przynajmniej dwóch
członków wspólnoty, a metodą łańcuszkową przez wszystkich jej członków i przez
pokolenia. Niekiedy tylko i na późniejszych etapach rozwoju wspólnot pojawiają
się działania stanowiące, normalizujące i kodyfikujące.
Skoro
tak właśnie jest, to rozważanie wszelkich kwestii dotyczących dowolnego
wspólnotowego środka komunikatywnego musi zaczynać się od rozważań dotyczących
pojęcia wspólnoty właśnie. W tym więc punkcie zostanie przedstawiony wyjściowy
zespół pojęć i terminów do nazywania rodzajów wspólnot oraz tych ich
właściwości, które wydają się istotne dla idei poznawczej dziejów używania
języka w momencie jej zgłoszenia. Nic nie będzie stało na przeszkodzie, by tę
aparaturę pojęciową i terminologiczną rozbudować wedle potrzeb konkretnych
badaczy-autorów. Tu – ze względu na zamierzone rozmiary rozprawy – możliwe jest
zaprezentowanie tylko takiej charakterystyki wspólnot komunikatywnych, jaka
wystarcza do demonstracji stylu myślowego. Z oczywistych powodów powinna ona
obejmować najstarszą dobę, tj. od początków państwowości do połowy XIV wieku,
kiedy to za Kazimierza Wielkiego rozpoczęto budowę państwa opartego na prawie
skodyfikowanym i w coraz większym stopniu stanowionym. Ten bowiem fakt
zapoczątkował długi proces unowocześniania państwa, organizowania jego struktur
instytucjonalnych, przemian mentalnych i szeregu innych następstw wpływających
na formy funkcjonowania jednostek i przekształcenia w życiu zbiorowym.
Wspólnotą komunikatywną jest zespół ludzi pozostających
w bezpośrednim lub pośrednim kontakcie dzięki posiadaniu kodu komunikacyjnego
wielostronnie uzgodnionego poprzez kontakt komunikatywny i kulturę, czyli
języka służącego mu do porozumiewania się w sprawach warunków bytowania, celów,
działań, dążeń, zainteresowań, zagrożeń. Istnieje wiele podstaw do łączenia
się ludzi we wspólnoty, a dana osoba może uczestniczyć lub uczestniczy w więcej
niż jednej wspólnocie. Przynależność do wielu wspólnot równocześnie jest
procesem ciągłym, nieuchronnym i stale się komplikującym. Nieuchronność może
być wyłączona tylko w wyniku świadomego i celowego wyboru jednostki, np. wybór
życia pustelniczego lub zakonnego we wspólnocie klauzurowej – to jednak
zdarzenia względnie rzadkie, choć postrzeganie ich poprzez zachowane świadectwa
pisane może sprawiać odmienne wrażenie.
Wspólnoty o mniejszym zasięgu są hierarchicznie podrzędne względem
najszerszej, ale wzajemne relacje pomiędzy wspólnotami podporządkowanymi lub
równorzędnymi nie zawsze układają się bezkonfliktowo, co nie wywiera jednak na
ogół istotnego wpływu na stosunki językowe, choć wyjątki mogą się zdarzać w
przypadku wspólnot równorzędnych, ukształtowanych na podstawie ideologicznej i
ze sobą konkurujących. Zespoły wspólnotowe cechują się zróżnicowanym stopniem
spoistości – przesądza o tym szereg czynników występujących łącznie lub nie. Do
najważniejszych należą:
– wytworzenie wspólnotowej
ideologii;
– wytworzenie obyczajów, zwyczajów i
rytuałów;
– świadomość wzajemnych zależności;
– organizacyjno-prawna lub
regulowana obyczajami struktura;
– istnienie wytwarzającej się w
znacznych liczebnie lub terytorialnie wspólnotach elity, która dąży do stabilizacji istniejącego stanu i
hierarchizacji powiązań międzyludzkich;
– sprawność oraz zasięg środków i
sposobów łączności;
– rozległość zajmowanego terytorium
lub przestrzeni i ich rozgraniczenia (ten czynnik jest skorelowany z instytucjonalnym zorganizowaniem wspólnoty oraz
rozporządzalnymi technicznymi środkami
komunikacji językowej);
– poczucie konfliktowości własnych
celów i interesów względem celów wspólnot obcych.
Najszerszą
wspólnotą terytorialną była w początkach państwowości wspólnota etniczna, złączona poczuciem rodzimości i wzajemnej
bliskości genetycznej, a przeciwstawiająca tę rodzimość obcości innych wspólnot
tego rodzaju. Czynnikiem silnie wzmacniającym jej spoistość jest świadomość
ufundowana na tym poczuciu odmienności, odrębności, konkurencyjności oraz
rzeczywistego lub tylko potencjalnego zagrożenia, które sprzyjają wytwarzaniu
się ideologii państwowej odmiennej od tych, które stanowią czynnik organizujący
obce etnicznie wspólnoty sąsiednie.
Spoistość wspólnoty
etnicznej, która przy małej mobilności ludzi była zarazem wspólnotą
terytorialną, jest względna i historycznie zmienna, wedle stanu wymienionych
wyżej czynników. Historycznie rzecz biorąc, wspólnoty etniczne przekształcały
się we wspólnoty państwowe, a następnie państwowo-narodowe. Jeśli nie zdążyły
ich wytworzyć; na ogół nie były zdolne sprostać kolonizacyjnej rywalizacji
terytorialnej, militarnej, gospodarczej i kulturalnej ze strony ekspandujących
wspólnot sąsiednich o wyższym stopniu organizacji. Stosunki europejskie są pod
tym względem szczególnie skomplikowane. Ideologie państwotwórcze i państwowe
były przez stulecia przesycane elementami rywalizacyjnymi, a wzmacniane celowo
poczucie odrębności przybierało formę poczucia wyższości nad wspólnotami
sąsiednimi, co legitymizowało upór w walce o władztwo, w konkurowaniu o terytoria,
w zabiegach o przewagę gospodarczą, militarną i polityczną. I dziś jeszcze
kształtowana przez stulecia niechęć do sąsiadów, choć głuszona, przybiera
niekiedy formy gwałtowne i groźne, niekiedy wręcz prowadzi do konfliktów
zbrojnych, znajduje odbicie w stereotypach przedstawicieli poszczególnych
narodowości.
Spoistość
wspólnoty etnicznej (na późniejszych etapach rozwojowych wspólnoty państwowej lub państwowo-narodowej)
jest względna nie tylko z powodu jej zmienności w czasie, ale przede wszystkim
dlatego, że jest ona na ogół tak liczna i tak rozproszona, że komunikacja
językowa w jej obrębie musi przebiegać z dominującym udziałem pośrednictwa,
ponieważ bilateralne uzgadnianie kodu pomiędzy poszczególnymi członkami wspólnoty
nie jest możliwe przy użyciu żywej mowy jako wyłącznego środka technicznego.
Doskonalenie się kanałów komunikacji pozwala wprawdzie ograniczać znaczenie
czynnika terytorialnego rozproszenia, ale też zasadniczo zmienia sposób
upowszechniania wzorców językowych zachowań i inaczej kreuje autorytet osób
wzorce tworzących. Środki techniczne inne niż żywa mowa (kontakt usta – ucho)
mają bowiem tę właściwość, że ułatwiają komunikację jednokierunkową i
hierarchiczną – możliwości bezpośrednich uzgodnień bilateralnych w zasadzie nie
oferują. Do tej kwestii trzeba się odnosić przy omawianiu środka
komunikatywnego wspólnoty.
W dalszym rozwoju wspólnoty
etnicznej i w dziejach kształtowania się narodu polskiego istotne znaczenie
miały przekształcenia terytorialne. Trzeba pamiętać, że od wieku XIV po połowę
wieku XVII terytorium państwowe rozszerzało się w kierunkach wschodnim i
północno-wschodnim, ale od wieku XVII kurczyło się. Na przeciąg 123 lat naród
polski pozbawiony był państwowej niezawisłości i państwowości, a odzyskał je w
roku 1918. Okoliczności te wywarły wyraźny wpływ na świadomość narodową poprzez
to, że w okresie pomyślności i poczucia siły polska wspólnota etniczna
akceptowała prawo do egzystencji innych wspólnot etnicznych na terytoriach
uważanych za przynależne do państwa (Litwini, Rusini, Żydzi, Niemcy, Czesi, w
mniejszym stopniu także Tatarzy i Ormianie). Okres upadku państwowości wystawił
stosunki z innymi wspólnotami etnicznymi na ciężką próbę, mocarstwa zaborcze
bowiem w swej polityce narodowościowej eksploatowały czynnik etniczny i
prowokowały silne niekiedy napięcia, co wywołało wzajemną nieufność, skutkującą
jeszcze w wieku XX. Stopień etnicznego przemieszania był więc na tym terytorium
znaczny, a to sprzyjało interferencjom kulturowym i językowym.
Na co
dzień członkowie wspólnoty nie zajmują się nią jako całością, ograniczając się
do posiadania wyrazistej lub niewyraźnej świadomości przynależnościowej,
cedując wszelkie sprawy na wyłanianą w różnym trybie elitę, która staje się
wyrazicielem zbiorowiskowego interesu, a niekiedy ten interes określa. Elita
zawsze wykazuje skłonność nie tylko do umacniania swojej roli ogólnopaństwowej
lub ogólnonarodowej i chętnie uwalnia ogół z troski o spoistość wspólnoty, ale
– zabiegając o imię lub pozory godnego reprezentanta całej zbiorowości – dąży
do zawężenia udziału szeregowych członków do wykonywania powinności względem
siebie samej. To swoisty paradoks władzy – elity, która dążąc do utrwalenia i
umocnienia swej roli, nieuchronnie przybliża swój kres i zostaje zastąpiona
inną.
O ile
wspólnota etniczna jako najszersza funkcjonuje dzięki aktywności swojej elity i
systematycznie rozbudowywanego przez nią aparatu państwowego (prawnego,
administracyjnego, fiskalnego, militarnego itd.), to granice świata, w jakich
bytował zwykły jej członek przez długie stulecia, były ciasne, bo i potrzeba
ruszania się poza opłotki pojawiała się rzadko, ponieważ rodzina żyła w
pobliżu, formy gospodarowania w społeczności rolniczej angażowały jednostkę w
tak dużym stopniu, że oddalanie się mogło być wywołane tylko nadzwyczajnymi
okolicznościami. Do nich należały wojny zmuszające do porzucania domostw,
powinności wojskowe, zmuszające mężczyzn do wędrówek w odległe nieraz trasy i
bytowania w warunkach odmiennych od domowych, niewola, klęski żywiołowe,
wyjałowienie gruntów i tego rodzaju kataklizmy. Przemieszczanie się na większe
odległości było technicznie trudne i kosztowne, a z czasem dla wielu ludzi
również prawnie ograniczane przez posiadaczy gruntów. Podróżować mogli więc
tylko ludzie cieszący się osobistą wolnością i dysponujący stosownymi środkami.
Czynnikiem najsilniej wpływającym na poczucie przynależności do jednej
wspólnoty terytorialno-etnicznej była dynastia i rzeczywiste lub potencjalne
poczucie zagrożenia ze strony wspólnot obcych.
W
czasach początków naszej państwowości na obszarze środkowej, północnej i
wschodniej Europy poszczególne ugrupowania etniczne bytowały w pewnym, niekiedy
znacznym wzajemnym oddaleniu terytorialnym i – w konsekwencji – oddziaływały na
siebie w niewielkim tylko stopniu. Odstępstwa od tego stanu dotyczyły obszarów
stanowiących przedmiot konkurencji co do przynależności do domeny dynastycznej
– tu styk wspólnot był bezpośredni, a same wspólnoty etniczne bywały
przemieszane. W czesne monarchie rozgraniczały obszary (jakby pasy) ziemi
niczyjej. Także w obrębie wspólnoty etnicznej jej poszczególne ugrupowania
plemienne żyły w pewnej izolacji od innych, oddzielone przeszkodami terenowymi.
Rzeki, rozlewiska i mokradła, nieprzebyte lasy i góry dziś jeszcze symbolizują
w ludowych podaniach czy legendach oddalenie, światy nieznane, dziwne i groźne.
Ostatnie ślady takiego oddzielenia i izolacji rejestrują dialektolodzy,
opisujący gwary pojedynczych wiosek lub terenów o względnie stabilnym
zasiedleniu i dokumentujący różnice w nazewnictwie z zakresu uprawy roślin,
obróbki lnu czy drewna, tkactwa, rybołówstwa, ludowych rzemiosł itp.
Etnografowie dokumentują odmienności stroju, pożywienia, upodobań estetycznych,
budowy domów i urządzeń gospodarskich, obyczajów i obrzędów. Kontakty pomiędzy
małymi wspólnotami terytorialnymi aż po wiek dwudziesty były u nas mało
intensywne, a wspólnota etniczna była wewnętrznie zróżnicowana.
W
takich okolicznościach funkcje łączników przejmują wyznaczani przez dwór
monarszy funkcjonariusze państwowi, kupcy, posłańcy i wędrowcy. Dla komunikacji
językowej ma to znaczenie takie, że swobodę względnie częstych kontaktów z
możliwie licznymi współplemieńcami zachowują tylko elity polityczne, wojskowe i
administracyjne (przez dłuższy czas właściwie tożsame), które wykształcały
wyodrębniające się sposobami życia własne wspólnoty o odmiennych interesach:
możnowładztwo, rycerstwo i szlachtę.
Zdecydowana
większość ludzi żyła i gospodarowała w obrębie swojej zagrody, przysiółka,
wioski, parafii, zasięgu lokalnego jarmarku (rynku, targu), tzn. jego stałe i
trwające dłużej kontakty ograniczają się do rodziny i sąsiadów, a inne są
przygodne i krótkotrwałe – bez istotniejszego zatem wpływu na środek
komunikatywny. Większe, bo liczące po kilkaset osób skupiska gromadziły się w
wiekach średnich wokół grodów i w niewielkim oddaleniu od nich, złączone
rzemieślniczymi funkcjami zaopatrywania dworu książęcego w niezbędne wytwory –
co było prawidłowością w gospodarce naturalnej i trwało od czasów antycznych po
późne średniowiecze (Manteufel 2001, 13-20). Dość powiedzieć, że zdecydowana
większość lokowanych w XIII i XIV wieku miast południowej Polski miała do
pięciuset mieszkańców, co wystarczało, by były lokalnymi centrami
administracyjnymi i miejscami gospodarczej wymiany. Naturalnie, organizmy te
rozrastały się i przekształcały w miasta. Te wszystkie czynniki wpływały na
kształtowanie się wspólnotowych więzi i przesądzająco oddziaływały na powolność
tempa przemian w sposobach życia i znaczną stabilność jego form. To także
musiało mieć odbicie w powolności przekształceń stanu środka komunikatywnego i
przebiegu uzgodnień kodu językowego, ponieważ najsilniejszym czynnikiem
innowacyjnym jest dlań mobilność ludzi i zmiany w składzie wspólnot
komunikatywnych, burzące zastane porządki, przekształcające elity, zmieniające
sposoby bytowania, upowszechniające nowe wzorce zachowań. To właśnie – przy
izolowanych formach życia mniejszych wspólnot terytorialnych – sprzyjało
narastaniu różnic motywowanych terytorialnie, tj. dialektów czy gwar (Borawski
1982b).
W
obrębie wspólnoty etnicznej, państwowej lub państwowo-narodowej, mało spoistej
i rozproszonej terytorialnie, cechującej się niewielką intensywnością kontaktów
językowych oraz znacznym udziałem pośrednictwa w uzgadnianiu środka
komunikatywnego, wytwarzają się wspólnoty komunikatywne mniej liczne, ale o
wyraźnie większej intensywności współpracy i współdziałania – co za tym idzie,
o wyższym poczuciu wspólnotowości. Jedne z nich wynikają z samego sposobu
funkcjonowania wspólnoty narodowo-państwowej, inne tworzą się na podstawie
bliskości wywołanej zamieszkiwaniem niewielkiego i zwartego obszaru, jeszcze
inne mają za podstawę aktywny udział w kreowaniu i podtrzymywaniu
ideologicznych przesłanek istnienia zbiorowości, uprawianiu i upowszechnianiu
kultu religijnego oraz należących do niego praktyk, rytuałów i ceremonii,
jeszcze inne – odczuwane różnice interesów ekonomicznych, politycznych,
prawnych.
Nazewnictwo
wspólnot komunikatywnych niższego od etnicznej (państwowej, państwowo-
-narodowej) szczebla wymaga stałej konkretyzacji w zależności od szczegółowych
przesłanek i historycznych okoliczności, toteż jego ustalenie tutaj nie jest
możliwe bez szczegółowego opisu przemian, a to ma dopiero być dziełem
przyszłych prac związanych z ideą poznawczą wspólnot komunikatywnych. Wzór dla
takich prac już zresztą istnieje (Hawrysz 2003). Tu możliwe jest tylko
wskazanie tych wspólnot podrzędnych, o których wiadomo, że istniały i jak
istniały, a które wywarły doniosły wpływ na historię narodu polskiego, jego
państwa, prawa, polityki i kultury. Iluzją kilku dziesięcioleci drugiej połowy
XX wieku okazała się wspólnota narodu ludowego, w której uczestnikami mieli być
wszyscy obywatele w równym stopniu – tęsknoty za nią pobrzmiewają jeszcze niekiedy
także dziś, przybierając formę bezskutecznych i beznadziejnych buntów
zawodowych lub korporacyjnych wspólnot. Faktyczne możliwości udziału w życiu
wspólnoty państwowo-narodowej na równych prawach i dziś jeszcze są
zróżnicowane, choć pojęciowoprawne podstawy funkcjonowania ustrojowego
nowoczesnych państw z najwyższą powagą stwierdzają równość obywateli wobec
prawa.
Pierwszą
z ważnych dla przebiegu komunikacji wspólnot podrzędnych wobec etnicznej w
pierwszych wiekach państwowości polskiej była wspólnota komunikatywna elity państwowej. To grupa o charakterze
funkcjonalnym, tzn. przynależność do niej wynika z intensywności udziału w
życiu państwowym. Jej skład jest zawsze historycznie zmienny, a tworzy ją
względnie wąska grupa ludzi związanych z funkcjonowaniem państwa: monarcha z
dworem, książęta, wodzowie, dostojnicy świeccy i duchowni, wyżsi urzędnicy
rekrutowani wedle reguł ustalanych przez przełożonych, wyższa kasta dowódcza. W
nowszych czasach należą do niej w różny sposób wyłaniani przywódcy polityczni
ogólnonarodowi i ogólnopaństwowi, przywódcy regionalni, elita warstw
wykształconych, część ludzi pióra i artystów, funkcjonariusze aparatu
politycznego i administracyjnego państwa o najwyższym stopniu wtajemniczenia.
Ta wspólnota odtwarza się lub
rozszerza w stopniu niewielkim i wyłącznie poprzez kooptację – niezależnie od
przeróżnych zabiegów legitymizujących jej decydujący wpływ na bieg życia
wspólnot szerszych. Członkowie tej wspólnoty są twórcami i nosicielami
ideologii państwowej, z której wywodzą liczne rozstrzygnięcia i działania
budujące lub podtrzymujące funkcje organizmu państwowego. W wypełnianiu swoich
naturalnych powinności i poprzez zwykły dla siebie sposób życia aktywnie
uczestniczą w ponadlokalnym komunikowaniu się. Rozporządzają autorytetem
władzy, wiedzy i kompetencji, często rzeczywistej lub względnej zamożności i
wpływów, co sprzyja z jednej strony wytwarzaniu wzorców zachowań i przejmowaniu
ich w obrębie tej wspólnoty. Są zainteresowani w nadawaniu wspólnocie
ogólnopaństwowej charakteru zgodnego z własnymi wyobrażeniami. Są bardzo
mobilni, rozporządzają też najlepszymi w danym czasie historycznym technicznymi
i instytucjonalnymi środkami współdziałania i upowszechniania wszelkich treści,
zwłaszcza państwowymi i władczo-administracyjnymi.
Chociaż
liczne są dowody skłonności licznych członków tej wspólnoty do elitaryzmu w
zakresie doboru nowych jej członków, to zasadą jest poszukiwanie popularności w
szerokich kręgach, co także ma istotne znaczenie dla oceny dostępności wzorów
zachowań tej grupy dla innych. Znane są np. silne antagonizmy pomiędzy
mieszczaństwem a szlachtą w wiekach od XIV do XVIII, ale i one nie stały na
przeszkodzie, by zamożni mieszczanie starali się naśladować szlachecki styl
życia, a nawet starać się o uzyskanie szlachectwa. Szlacheckim adwersarzom
mieszczan antagonizmy te nie przeszkadzały z zazdrością patrzyć na kiesy
pogardzanych mieszczan, a mezalianse synów i córek „ichmościów” ze „sławetnymi”
do rzadkości nie należały – właściwie tylko „pracowici” byli zgodnie wykluczani
z tego procederu, bo pogarda dla chłopów była czynnikiem łączącym „miłościwych”
i „sławetnych”. Chęć przedostania się w obręb narodu państwowego powodowała
gotowość opróżnienia sakiewki dla herbu, ponieważ splendor i powaga stąd
płynące dawały poczucie awansu i stabilizacji osiągniętego statusu. Piszemy o
tym dla ukazania rangi i miejsca wspólnoty elity państwowej w życiu wspólnoty
terytorialno-etnicznej.
Z
faktu, że chrystianizacja Polski dokonała się z inicjatywy Mieszka I, można
wyprowadzać wniosek (i tak właśnie często się czyni), że w początkach naszej
państwowości do wspólnoty komunikatywnej narodu państwowego należał także
Kościół. Niewątpliwie odegrał on istotną rolę w budowie państwa dynastycznego i
wspomagał wytworzenie ideologii państwowej. Przez trzy pierwsze stulecia nie
rozporządzał jednak autorytetem autonomicznym i – poza nielicznymi klasztorami
– mógł rozszerzać zakres swego funkcjonowania dzięki autorytetowi instytucji
państwa. Duchownymi byli początkowo przybysze o ograniczonej możliwości udziału
we wspólnocie komunikatywnej języka polskiego. Pewne dążności emancypacyjne
Kościoła ujawniły się już w wieku XI, ale ich pobudki miały źródło zewnętrzne i
dopiero ukształtowanie się sieci parafialnej w końcu wieku XIII stworzyło
rzeczywistą bazę dla uzyskania wyraźniejszej odrębności, a z czasem autonomii
instytucji ufundowanej na podstawie odrębnej ideologii.
Kościół
jako instytucja stał się zaczynem kształtowania się komunikatywnej wspólnoty religijnej, która rozwijając się, dorobiła
się stabilnego autorytetu i przejmowała wszystko, co łączyło się z potrzebami
duchowymi. Z upływem czasu wykształciło się duchowieństwo rodzime, co sprzyjało
zdynamizowaniu propagandy doktryny wiary w kręgach osób świeckich, zalecanej
zresztą przez uchwały soboru laterańskiego IV (1215). Udział kleru obcego nadal
był zauważalny, ale istotniejsze jest to, że Kościół w swej zasadniczej funkcji
religijno-ideologicznej budującej własny autorytet używał przez długi czas
łaciny, co – wbrew przestarzałym opiniom – wywarło także szereg pozytywnych
skutków, o czym będzie mowa przy omawianiu środków komunikatywnych.
Znaczenie chrześcijaństwa dla
kształtowania się najszerszej polskiej komunikatywnej wspólnoty
państwowo-narodowej jest olbrzymie, a wynika to z faktu, że z przesłanek
religijnych wyprowadzane są wnioski dla wszystkich właściwie form ludzkiej
aktywności, postrzegania przejawów sacrum
i universum – a to znajduje
odbicie w języku, w warstwie znaczeń, symboli i wartościowania. Trzeba jednak
wyraźnie podkreślić, że od momentu uzyskania początkowo względnej, a następnie
rzeczywistej autonomii także wspólnota religijna wyłoniła własną elitę
wytwarzającą wzory zachowań i rygorystycznie ich strzegącą.
Gdy zatem mówimy o religijnej
wspólnocie komunikatywnej, to ma na myśli krąg osób znacznie węższy od pojęcia
ludu bożego, bo ograniczony do tych, którzy swoją działalność skupiają na
organizowaniu życia religijnego i upowszechnianiu jego treści. Tworzą ją przede
wszystkim osoby duchowne obu płci w trakcie realizacji funkcji religijnych, a
spośród świeckich wyłącznie osoby, których językowa aktywność przesycona jest
problematyką wiary. Tu komunikacja jest zasadniczo odmienna od odbywanej we
wspólnocie narodu państwowego. Jej odmienność zasadza się na tym, że wzory
zachowań są przeważnie ściśle zdefiniowane, a status skonwencjonalizowany
poprzez działanie odrębnego prawa i funkcjonowanie skutecznych środków
wymuszania respektu, co w gotowej w zasadzie postaci przenoszono do narodowego
środka komunikatywnego w postaci wiernej lub zaadaptowanej ze wzorów obcych.
Co
jednak najważniejsze, to troistość układu komunikacyjnego. Z jednej strony
bowiem adresatem komunikatów jest Absolut, w którego istnienie się wierzy, a
który językowo nie reaguje, odbiorcami natomiast wierni. Jeśli reagują oni
językowo, to także wyuczonymi, skonwencjonalizowanymi tekstami, które powinni
wykonać możliwie wiernie na dany sygnał. Z drugiej zaś adresatami i odbiorcami
są wierni, których instruuje się i naucza prawd wynikających z doktryny wiary
lub interesów wspólnoty religijnej węższej, tj. kleru. Siła oddziaływania tych
wzorców była przez stulecia na tyle silna, że pozostawiła wyraźne ślady w
sferze symboliki, leksyki i frazeologii.
Kolejną dużą grupą złączoną funkcjonalnie i intensywnie
komunikującą się oraz wytwarzającą wzorce zachowań językowych i skutecznie je
upowszechniającą jest ludzki składnik aparatu prawno-administracyjnego –
nazywam go tu wspólnotą
prawno-administracyjną. Jest zawsze znaczna liczebnie, ma przeświadczenie o
swojej nadrzędności wobec szerokich kręgów ludzi będących w zasięgu jej
oddziaływania i poczuwa się do wewnątrzwspólnotowej solidarności. Przekonana o
własnej ważności, zarazem wykazuje skłonność do zastępowania mocodawców i
prawa, udając władzę Ma więc istotny wpływ na stan samopoczucia i stan
zwartości całej wspólnoty nadrzędnej.
Tę samą rangę miała państwowa
wspólnota militarna, której znaczenia na ogół się nie docenia wskutek
przenoszenia dzisiejszych standardów na wyobrażenia o przeszłości. Tymczasem
właśnie naród wojenny (rycerski) miał szczególne znaczenie dla przejmowania i
utrwalania wzorów zachowań wytwarzanych przez elitę władzy państwowej w dobie,
gdy jedynym środkiem masowej komunikacji była żywa mowa. Wynika to z faktu, że
potrzeby wojskowej realizacji interesu definiowanego przez dynastię gromadziły
na względnie zwartym obszarze znaczne grupy najaktywniejszych i
najsprawniejszych mężczyzn, a przywiązanie do autorytetu czynnika
wzorcotwórczego (wódz i dowódcy) było warunkiem nie tylko realizacji celu, ale
wręcz przetrwania. Tu poczucie wspólnotowości było więc szczególnie silne i
wytwarzane celowo.
Dodać
jednak trzeba, że w pierwszych wiekach państwowości polskiej zdarzały się
liczne perturbacje w rozwoju i przekształceniach względnie wąskich wspólnot
elitarnych – nie można bowiem zapominać o rozbiciu dzielnicowym, które
wprawdzie prowadziło do liczebnego rozwoju narodu państwowego
(rycersko-szlacheckiego), ale rozwój ten następował w warunkach konfliktowych.
Dopiero monarchia Kazimierza Wielkiego zapoczątkowała przezwyciężanie
zróżnicowania i systematyczne przekształcanie form życia w kierunku formowania
się państwa stanowego. Cechą różniącą nasze stosunki od tego, co miało miejsce
na zachód od naszych terytoriów, jest fakt, że czynnikiem jednoczącym stała się
u nas wielka posiadłość ziemska świecka i kościelna. Tymczasem w państwach
Zachodu na czoło wysunął się rozwój dużych organizmów gospodarczych, tj. miast,
i w związku z tym istotne znaczenie uzyskał stan trzeci, co zmieniało
demograficzną strukturę społeczeństw, a kulturę przekształcało w kierunku typu
mieszczańskiego. Wywrze to wyraźne skutki na dalszym przebiegu procesu rozwoju
wspólnot komunikatywnych i ich środków komunikatywnych. O ile na Zachodzie
sytuacja będzie ewoluowała w kierunku monarchii absolutnej i wyeksponowania jej
wzorcotwórczej roli, to u nas rzecz potoczyła się w kierunku najpierw republiki
szlacheckiej, a następnie państwa oligarchicznego, co stabilizowało wysoką
rangę tzw. narodu szlacheckiego.
W ten
sposób kształtowały się wspólnoty komunikatywne języka polskiego do połowy (a
może nawet do końca) wieku XIV. W tym czasie jednak jedynym technicznym
środkiem komunikatywnym pracującym na rzecz upowszechniania się wzorców
komunikowania się po polsku we wszystkich poza Kościołem wspólnotach komunikatywnych
języka narodowego była żywa mowa, a więc środek powolny i działający w sposób
łańcuszkowy, tj. dopuszczający liczne przekształcenia i deformacje. Jedynie
Kościół używał środka technicznego zapewniającego stabilność i jednolitość
wzorców. Ten jednak używał języka łacińskiego zarówno w zakresie realizacji
funkcji religijnych, jak też wówczas, gdy realizował powinności wynikające z
zakresu działań elity państwowej. Wytworzył w tym czasie i upowszechnił wiele
wzorów komunikowania się, które w momencie przekształcenia się od wieku XV
państwa dynastycznego w państwo narodu szlacheckiego uległy szybkiemu
polszczeniu i przejęciu przez ludzi komunikatywnie aktywnych, a dawne formy
zepchnął do rangi lokalnych, chłopsko-ludowych, pozbawionych szans upowszechnienia
i skazanych na stopniowy zanik. Proces ten przyspieszał obumieranie lub
świadome tępienie dawnych form opartych na obyczaju, ale ponieważ to
prawidłowość ogólna, niekoniecznie trzeba odnosić się do niej negatywnie.
Nasz
opis ogólnych warunków funkcjonowania wspólnot komunikatywnych doprowadziliśmy
do momentu pojawienia się dostępnej historii języka materii dokumentacyjnej,
tj. tekstów pisanych. Jedynie ci historycy języka, którzy swoją poznawczą
ciekawość koncentrują na nazwach własnych, tj. onomaści, dysponują w miarę
obfitym materiałem bezpośrednim. Ten jednak materiał dostarcza przede wszystkim
informacji dla studiów onomazjologicznych oraz do fonologicznego i
morfologicznego opisu dziejów polszczyzny.
Mamy
jednak nadzieję, że ten szkic wystarczająco pokazuje proponowany styl myślowy
dla opisu powstawania i funkcjonowania wspólnot komunikatywnych języka
polskiego doby dostarczającej początkowo względnej, a następnie obfitej pisanej
dokumentacji tekstowej. Chociaż autor niniejszej rozprawy sądzi, że rozporządza
ukształtowaną już wiedzą o przebiegu najważniejszych procesów powstawania,
przekształceń, upadku i zastępowania upadłych wspólnot nowymi, to eksponuje tu
przede wszystkim styl myślenia naukowego i traktuje rzecz jako ciąg dalszy
obrazu, który nazwał „otwartą przestrzenią” w swoim Wprowadzeniu do historii języka polskiego (Borawski 2000, 2002).
CHARAKTER
WIĘZI W OBRĘBIE WSPÓLNOT KOMUNIKATYWNYCH
Bezpośredniość
kontaktów w obrębie wspólnoty ma wpływ na typ więzi pomiędzy jej członkami i
przesądzająco wpływa na jednolitość wzorców zachowań – takie wspólnoty oparte
na kontakcie bezpośrednim nazywam ścisłymi. Mogą one być otwarte, tj. funkcjonują w celu
oddziaływania na szersze kręgi społeczne, stwarzając niekiedy iluzję, że
wspólnota jest szersza, niż ma to w istocie miejsce, lub z a m k n i ę t e, tj.
takie, które izolują się od innych, strzegąc odmienności swego bytowania i
funkcjonowania. Przykładem wspólnoty ścisłej otwartej jest np. wspólnota elity
władzy, wspólnota cechowa, bractwo wyznaniowe, natomiast wspólnotą ścisłą
zamkniętą jest np. wspólnota zakonna klauzurowa, gdzie tylko niektóre osoby
mają prawo do ograniczonego kontaktu ze światem pozaklauzurowym. Ten sam typ
reprezentują także różnego rodzaju sprzysiężenia i bractwa o charakterze tajemnym,
ściśle strzegące dostępu osób do kręgu wtajemniczonych. Charakterystyczny jest
dla wspólnot ścisłych często spotykany (choć to konieczne nie jest) ich
hierarchiczny ustrój oraz dążność do wytwarzania ceremoniału we wspólnotach
świeckich lub rytuału we wspólnotach o bazie religijnej albo innego rodzaju
ideologicznej, ale naśladującej niektóre elementy bazy religijnej. Wspólnoty
ścisłe mają charakter zwarty pod względem funkcjonalnym lub ograniczoności
miejsca funkcjonowania.
Wspólnoty
działające w rozproszeniu i o mniej wyrazistych celach funkcjonowania
charakteryzują się mniejszą intensywnością kontaktów pomiędzy ich członkami i z
tych powodów nie mogą się obyć bez pośrednictwa osób i instytucji
wyspecjalizowanych w kontaktach – takie wspólnoty nazywam l u ź n y m i. Te
wspólnoty są z natury rzeczy otwarte, a przynależność do nich nie polega na
arbitralności rozstrzygania o zaliczeniu w ich obręb, lecz na cechach
osobniczych człowieka, podobieństwie i niekonf1iktowości zasadniczych celów,
gotowości respektowania form życia. Te wspólnoty mogą przybierać niekiedy
rzeczywisty lub naśladowniczo-powierzchowny ustrój hierarchiczny, choć na ogół
tego nie czynią. O ile w przypadku wspólnot ścisłych mamy do czynienia z
ceremoniałem lub rytuałem w realizacji najistotniejszych ich funkcji, to
wspólnoty luźne wytwarzają obyczaje i zwyczaje stanowiące sposoby na
niekonfliktowe rozwiązywanie problemów życia zbiorowego, organizujące względną
jednolitość form życia i radzenia sobie z istotnymi zdarzeniami wyjątkowymi lub
cyklicznymi dla jednostek, rodzin, wspólnot lokalnych.
Wspólnoty
luźne z natury rzeczy miewają różne rangi pod względem populacyjnym, stopnia
rozproszenia terytorialnego i organizacyjnego, są także mocno zróżnicowane
funkcjonalnie. Wspólnota terytorialno-etniczna pierwszych wieków państwowości
musiała być luźna, ale w jej obrębie wytwarzały się wspólnoty niższego rzędu,
co widać choćby w nazewnictwie miejscowym. Wszystkie dzisiejsze polskie
metropolie, mające średniowieczny rodowód i sięgające swymi początkami doby
grodów i kaszteli książęcych, są otoczone wieńcami takich miejscowości, jak
Szewce, Psary, Bielany (od koloru habitów dominikańskich), Świniary itp. To
ślad po skupieniu na zwartym terenie zespołów rzemieślniczych o
wyspecjalizowanych funkcjach służebnych, tj. wspólnot kształtowanych na bazie
funkcjonalno-zawodowej. Podobnie jest z nazwami ulic staromiejskich dzielnic:
Szewska, Igielna, Jatki, Więzienna, Kotlarska, Rzeźnicza, Złotnicza, Leśniki,
Łaciarska itp., stanowiącymi przecznice traktów nazywanych przeważnie od nazw
kierunków i bram w miejskich murach. Naturalnie, te podrzędne wspólnoty
wykazywały skłonność do przybierania cech wspólnot ścisłych, bo elitarność
stanowiła zawsze pokusę w rywalizacyjnym zaspokajaniu nie tylko interesów
ekonomicznych, ale też ludzkiej próżności. Nawet jednak wówczas, gdy jakaś
wspólnota funkcjonalna uzyskiwała specjalny status prawny (np. przywileje
cechowe, prawo wyróżniającego przyodziewku), a nawet wytwarzała pewien zespół
obyczajów lub ceremoniałów, to jej byt był nieuchronnie uwarunkowany możliwie
intensywnymi kontaktami z ludźmi spoza niej, bo przecież nawet zwykła
gospodarka wymienna odległa jest od produkcyjnej i samowystarczalnej autarkii.
Na
przestrzeni wieków w miarę rozwoju instytucjonalnych i technicznych środków
komunikowania się, przenoszenia z miejsca na miejsce, upowszechniania się
umiejętności korzystania z pisma tracił na znaczeniu czynnik izolacji
terytorialno-przestrzennej i bezpośredniości kontaktu jako gwarancji
jednolitości wytwarzanych i upowszechnianych wzorów językowego i obyczajowego
zachowania. Coraz bardziej natomiast wzrastała rola czynnika funkcjonalnego w
różnicowaniu się wspólnoty państwowo-narodowej. Obok bazy zawodowej,
ekonomicznej, prawno-
-administracyjnej i obyczajowej doszły liczne inne czynniki kształtowania
komunikatywnych wspólnot, np. estetyczna, wyznaniowo-kultowa,
ceremonialno-obrzędowa itp.
Powstawanie i przekształcanie się wspólnot
wywołuje po stronie językowej tendencję do innowacji uzgodnień środka
komunikatywnego, która ma zatem charakter ciągły i jest umotywowana czynnikami
w stosunku do języka zewnętrznymi, niekiedy jednak innowacyjność nabiera tempa
i jest łatwo dostrzegalna – innym razem, choć stale obecna, ma charakter
dyskretny, działa jakby w tle. Ponieważ jednak działanie tendencji innowacyjnej
jest wymuszone czynnikami zewnętrznymi wobec uzgodnionego środka
komunikatywnego, to język znajduje się stale w stanie zagrożenia informacyjnym
rozproszeniem, czyli dezintegracją.
Niemal
każda z raz wytworzonych wspólnot komunikatywnych z biegiem czasu wykazuje
skłonność do zwiększania intensywności zabiegów mających zapewnić trwałość
wytworzonego stanu i podejmuje w tym celu różne działania
instytucjonalno-organizatorskie, a przede wszystkim stara się na różne sposoby
utrudnić i ograniczyć dostęp do wspólnoty nowych kandydatów. Zabiegi te okazują
się w końcu nieskuteczne, ale niekiedy formy etatyzacji, elitaryzmu i
arystokratyzmu pozwalają na długotrwałe funkcjonowanie wspólnoty oraz
tuszowanie rozwijających się konfliktów. Paralelne procesy zachodzą także we
wspólnotowym środku komunikatywnym. Stałej tendencji innowacyjnej przeciwdziała
także stała tendencja do konwencjonalizacji zachowań komunikatywnych, w tym
językowych. Chroni ona środek komunikatywny, tj. język przed dezintegracją.
Tendencja
konwencjonalizująca ma różnorodne formy i przejawy – wszystkie one polegają na
próbach stabilizacji wytworzonych wzorów językowych zachowań. Najłatwiej
dostrzegalne są one jako dążności normalizacyjne i kodyfikacyjne oraz jako kształtowanie
się stylów językowych, poetyk normatywnych, retoryki. Te są dostrzegane
najłatwiej, ponieważ odnoszone są do środka komunikatywnego najszerszej
wspólnoty ponadlokalnej ludzi wykształconych, tj. języka ogólnego (Z.
Klemensiewicz), ogólnonarodowego (etnicznego – S. Urbańczyk), literackiego
potocznego (A. Furdal). Można jednak zaobserwować je także jako różne formy
sprzeciwu wobec naruszania wzorca językowego zachowania oraz działania
korygujące także w obrębie wspólnot o mniejszym zasięgu, kształtujących się na
podstawie terytorialnej, socjalnej, ekonomicznej lub ideologiczno-
-kultowej. Te konwencjonalizująco-stabilizujące przejawy podtrzymywania
wytworzonego stanu składają się na obyczaj językowy.
Tendencja
do konwencjonalizacji użyć środka komunikatywnego przejawia się na poziomie
tekstów wytwarzanych w komunikacji wspólnotowej. W wymiarze indywidualnym, tj.
w jednostkowych użyciach języka sprzyja jej właściwa świadomemu człowiekowi
celowość działań rozciągająca się także na zachowania językowe. Wydaje się, że
trzeba ją łączyć ze skłonnością do minimalizowania wysiłku koniecznego do
osiągnięcia zamierzonego celu. Odwołanie się do znanego i sprawdzonego wzoru
skonwencjonalizowanego działania językowego (mownego lub pisemnego) dla
zrealizowania dobrze uświadamianej i standardowej potrzeby komunikatywnej daje
wyższą gwarancję zaspokojenia jej i wymaga mniejszego wysiłku, niż działanie
niestandardowe, ponieważ w konkretnym akcie mówienia mówca lub piszący powtarza
tylko niewielką część tego wysiłku, jaki niegdyś poświęcił na opanowanie wzoru
właściwego dla danej sytuacji komunikatywnej. Tak rozumianą celowość działań
językowych można obserwować i opisywać na wszystkich poziomach komunikacji
językowej, począwszy od wyboru środka komunikatywnego (ten zależy od rodzaju
wspólnoty) poprzez wybór odmiany funkcjonalno-stylistycznej, gatunku mowy,
modelu syntaktycznego, leksyki, morfologii. Na poziomie fonetycznym lub
grafematycznym natomiast ekonomia działań polega najprawdopodobniej na
wykorzystywaniu zapamiętanych sekwencji dźwięków lub liter przechowywanych w
pamięci akustycznej lub wizualnej. Ze stanowiska pragmatycznego dokonywane są
typologie zachowań językowych, porządkujące je wedle różnych kryteriów i
przyjmujące postać reguł i zasad.
Momenty
istotnych zakłóceń swoistej równowagi pomiędzy działaniem tendencji
innowacyjnej a przeciwnego wobec niej oddziaływania konwencjonalizującego
zwracają szczególną uwagę badaczy i są uznawane za cezury periodyzacyjne, jakby
momenty zwrotne w postrzeganym i opisywanym procesie. Zawsze jednak falowe, a
więc łatwo dostrzegalne zmiany w uzgodnionym przez wspólnotę środku
komunikatywnym są poprzedzone istotnymi zmianami w składzie danej wspólnoty lub
zmianami instytucjonalnych i technicznych kanałów komunikacji, a przeważnie
obydwu czynników łącznie.
Te
cechy wspólnot komunikatywnych wpływały na przemiany w zakresie potrzeb
komunikatywnych, symbolicznych i emocjonalnych, a to skutkowało nieuchronnymi
zmianami w używanym środku komunikatywnym. O ile jednak wspólnoty ścisłe zamknięte
dążyły do konwencjonalizacji i rytualizacji swego języka na wszystkich (poza
fonologicznym) poziomach komunikowania się, to wspólnoty ścisłe otwarte oraz
wspólnoty luźne także w zakresie komunikowania się miały charakter otwarty, a
przekształcenia środka komunikatywnego miały wymiar przeważnie leksykalny – ze
szczególnym uwzględnieniem leksyki nazewniczej własnej i pospolitej – oraz
frazeologiczny.
Jeśli
nasza idea poznawcza znajdzie oddźwięk i zyska szerszy zasięg, to badacze z nią
związani wytworzą znacznie uszczegółowioną aparaturę pojęciowo-terminologiczną
związaną z ich szczególnymi zainteresowaniami i potrzebami. Tu proponujemy
pojęcia i terminy podstawowe, służące do ogólnej charakterystyki wspólnot
komunikatywnych ze względu na ich powszechność oraz zakres oddziaływania na
wytwarzanie i upowszechnianie wzorów językowego zachowania. Wyróżniamy więc
tylko pojęcia, których uwzględnienie powinno towarzyszyć dalszej rozbudowie
systemu terminologiczno-pojęciowego, ponieważ mają znaczenie rozstrzygające o
sposobie komunikowania się, a zatem uzgadniania stanu środka komunikatywnego.
Ważne jest przy tym, że obieg tekstów pisanych w poszczególnych typach wspólnot
o wyróżnianym stopniu spoistości przebiega w charakterystyczny dla nich sposób.
Pojęcia te to:
– wspólnota ścisła (zintegrowana,
koncentryczna) otwarta lub zamknięta, cechująca się jednolitością funkcjonalną, wytwarzająca ceremoniał lub
rytuał;
– wspólnota luźna (zdezintegrowana,
rozproszona), zróżnicowana funkcjonalnie, socjalnie, prawnie, administracyjnie, gospodarczo, estetycznie,
wytwarzająca obyczaje i zwyczaje – niekiedy
elementy ceremoniału lub rytuału.
ŚRODKI KOMUNIKATYWNE WSPÓLNOT JĘZYKA
POLSKIEGO
– JĘZYK NARODOWY I JEGO WARIANTY
Z powyższej części wykładu ma
wynikać, że następstwem przemian i wymian wspólnot komunikatywnych ścisłych na
przestrzeni wieków oraz rozwarstwienia się i przekształceń o różnorodnych
bazach w obrębie wspólnot luźnych jest pojawianie się w obrębie wspólnoty
państwowo-narodowej zmian w potrzebach komunikatywnych, a fenomen środka
komunikatywnego na tym polega, że błyskawicznie przystosowuje się on do
zaspokajania tych przekształceń. Tym samym jest doskonały i rozwinięty w każdym
momencie swego istnienia jako język żywy, tj. obsługujący potrzebę jakiejś realnie
istniejącej populacji, nazywanej tu wspólnotą komunikatywną. Czyniłem to już w
innym miejscu (Borawski 1995; 2000-2002), ale i tu dobitnie podkreślam, że jeśli
ktoś nie potrafi się obejść bez mocno zakorzenionego w językoznawczej tradycji
pojęcia rozwoju językowego, powinien
pamiętać, by pojęciu rozwoju nie przydawać znaczenia wartościującego, lecz
rozumieć przez nie przekształcenia dokonujące się na tle zmian w potrzebach
komunikatywnych, symbolicznych i emocjonalnych. Sam wolę w miejsce pojęcia rozwój ć pojęcia zmiany, przemiany, przekształcenia, przystosowania – zależnie od
kontekstu czy natury zmian stanu środka komunikatywnego jako całości lub w jego
segmentach systemowych, terytorialnych, funkcjonalnych czy stylistycznych.
(...) s. 26-47.
Teraz
jestem przekonany – i stąd niniejsza publikacja oraz inicjatywa całego tego
wydawniczego przedsięwzięcia – że wymarzona synteza nie będzie możliwa, jeżeli
za punkt wyjścia będzie się przyjmować sam język, tzn. jeśli odmiany językowe
będzie się opisywać poprzez ich systemowe i semantyczne właściwości, ponieważ
konsekwentny opis tego rodzaju byłby możliwy wyłącznie na specjalnie
wyselekcjonowanym, materiale. Uogólnienia jednak, jakie można formułować na
materiale wyselekcjonowanym, wydają mi się niewystarczająco pewne – dlatego że
są prawdziwe tylko częściowo. Ale wówczas powstaje dylemat, w jakiej mierze
pozostała część prawdą nie jest?
Także
dziś nadal Furdalowska idea badania dziejów odmian językowych jest mi bliska,
ale po latach jestem w coraz większym stopniu pewien, że nie ludzie istnieją po
to, aby mógł istnieć system językowy i sam język, lecz że język jest tworem
ludzkim i wraz z ludzkimi wspólnotami istnieje, zmienia się i ludziom służy,
zmiany zaś są następstwem przemian w sferze pozajęzykowej.
Ergo – odmiany językowe trzeba definiować, biorąc za punkt wyjścia
komunikatywne wspólnoty i ich bytowanie, a przemiany w języku traktować jako
następstwo zmian w bytowaniu ludzi, zmian w komunikatywnych, symbolicznych i
emocjonalnych potrzebach i na tym tle przekształcania się ponownego wspólnot
komunikatywnych. Najbardziej zatem zające
wydały mi się zagadnienia kształtowania się samych wspólnot komunikatywnych na
tle historycznie zmiennych okoliczności bytu ludzkiego oraz odbicie tych zmian
w ludzkim komunikowaniu się, z którego badacze wyabstrahowali system językowy,
dla którego sporządzają rejestry form i ich zestawów oraz jednostek
symbolizujących znaczenia, tj. leksykę oraz frazeologię. Historia języka stała
się dla mnie dziejami używania języka,
które po dokonaniu odpowiedniej rejestracji zjawisk systemowych,
leksykalno-semantycznych oraz frazowo-składniowych stają się historyczną stylistyką, a w dalszym
etapie, sprzężone z wiedzą o wspólnotach komunikatywnych i ich funkcjonowaniu,
staną się narracją o procesie historycznym, którego atrakcyjnością i powabami
staram się tu zwabić znacznie młodszych od siebie. (...) s. 48-49.
Podsumowując
ten punkt rozdziału, zbierzmy poszczególne obserwacje i konstatacje i nadajmy
im formę ilustracyjnego zespołu domagających się opisu problemów poznawczych.
Punktem wyjścia do studiów nad dziejami używania języka polskiego stać się
powinny:
1) badania nad wspólnotami
komunikatywnymi i ich funkcjonowaniem na przestrzeni całego procesu
historycznego;
2) badania nad odziedziczonymi
świadectwami komunikacji w obrębie wyodrębnionych i opisanych wspólnot
komunikatywnych języka polskiego;
3)
badania nad dokumentami kierowanymi przez poszczególne wspólnoty do mniejszych
lub szerszych kręgów wspólnoty najszerszej, tj. narodowej;
4)
pogłębione studia związane z pojęciową kategorią wzorcotwórczego autorytetu w
dziejach wspólnotowej i międzywspólnotowej komunikacji, a na tym tle autorytetu
pisma i nowszych mediów pozwalających przezwyciężać ograniczenia, jakie życiu
wspólnotowemu i komunikacji narzucają przestrzeń i czas;
5)
prace poświęcone przemianom w zakresie potrzeb komunikatywnych i emocjonalnych
i kształtowaniu się w związku z tym warstwy symbolicznej we wspólnotowej
komunikacji;
6)
opracowania dotyczące zachowań językowych i komunikatywnych na tle zmiennych
historycznie, bo uwarunkowanych okolicznościami ludzkiego bytowania potrzeb
komunikatywnych;
7)
prace z zakresu językowej aktywności i znaczenia dla wspólnotowej komunikacji
wielkich i mniejszych instytucji życia zbiorowego, takich jak Kościół, wojsko,
organizacje i instytucje oświaty, wydawnictwa (gazety, periodyki itp.),
parlament i sejmiki – ale także poszczególne instytucje i organizacje życia
zbiorowego miejskie i wiejskie (cechy, rady, ławy, bractwa itp.);
8)
rozprawy dotyczące charakterystyki komunikacji w obrębie tej lub innej
wspólnoty z punktu widzenia ogólnego modelu komunikacji językowej lub
poszczególnych jego elementów;
9) studia nad czynnikiem celowości w użyciu środka
komunikatywnego na tle funkcjonującego w obrębie wspólnoty w danym czasie wzoru
realizacji danej potrzeby językowej – modna dziś ponownie wskrzeszana po
długiej przerwie retoryka klasyczna nie wydaje mi się narzędziem najęczniejszym, a to z powodu kilkakrotnego
przerwania naszej tradycji w tym zakresie, co pozostawało w związku z
przebiegającymi w krótkim czasie przekształceniami socjalnego i demograficznego
składu wspólnoty komunikatywnej państwowo-narodowej; pragmatyka natomiast pod
wpływem wzorów anglosaskich nadmiernie popycha lingwistów w kierunku
zawłaszczania języka i oddala od jego opisu;
10)
opisy przebiegu konkretnych i udokumentowanych rzeczywistych lub wymyślonych
aktów komunikatywnych z punktu widzenia dystansu komunikatywnego lub bliskości
względem odbiorcy albo komunikowanych treści czy symboli;
11)
prace dotyczące świadomości językowej i narodowej, znajdujących odbicie w
zachowanej bezpośredniej lub pośredniej dokumentacji w dziełach
leksykograficznych, elementarzach i podręcznikach, dziełach historiograficznych
różnych autorów dawniejszych i nowszych;
12)
komentowane rejestry form językowych zarówno ze względu na relacje pomiędzy
wyrazami w wypowiedzeniu, jak ze względu na relację wyrazu do
upowszechniającego się w danym czasie i w danej wspólnocie sposobu zaspokajania
potrzeb komunikatywnych;
13)
prace dokumentacyjne i syntetyczne obrazujące procedury onomazjologiczne i –
kiedy tylko to będzie możliwe – wiązanie zabiegów onomazjologicznych nie tylko
z systemem językowym, ale także z rodzajami językowych wspólnot, z przestrzenią
i czasem;
14)
studia nad przejawami działania tendencji innowacyjnej i konwencjonalizującej.
Wprawdzie
czternastopunktowa lista problematyki nie wyczerpuje, ale otwiera szeroko
wierzeje do dziejów polszczyzny. Choć lista ta mogłaby być znacznie dłuższa, to
w momencie zgłaszania propozycji autor nie chciałby krępować swobody tych, dla
których pisze w nadziei, że dokonają tego, czego sam nie potrafił. Powszechna
obecnie u młodych badaczy umiejętność posługiwania się sprzętem pozwalającym
gromadzić ogromne zespoły danych i informacji powinna nie tylko ułatwiać ich
opracowywanie, ale także wymianę takich lub innych zespołów czy podzbiorów
danych. (...) s. 50-52.
JĘZYK JAKO
KONWENCJA
Właściwości
fizyczne w prymarnej postaci tekstu mają wyłącznie dźwięki i ich sekwencje, ale
nawet one nie stanowią substancji, lecz reakcję słuchowo-psychiczną na pewne
właściwości materii, tj. drganie powietrza celowo wprawionego w ruch dla
nadania fali określonych parametrów przez aparat oddechowo-artykulacyjny
nadawcy komunikatu. Już jednak same te parametry są objęte konwencją ustaloną w
wyniku długiego procesu społecznego. To, co w języku fizyczne i poprzez to
dostępne odbiorowi zmysłowemu, może być bez poważniejszych trudności zastąpione
innymi właściwościami odczuwanymi wzrokiem lub dotykiem na zasadzie konwencji
obejmującej pismo, język migowy literowy i ideograficzny, alfabet Braille'a,
alfabet Morse'a, alfabety flagowe itp. Wszystko jednak, co pozwala komunikować
treść i w znacznej mierze także to, co umożliwia przekazywanie emocji (choć nie
wszystko w tym przypadku), jest wynikiem długotrwałego i skomplikowanego
procesu kształtowania się nawyków, przyzwyczajeń, preferencji, wyborów,
wartości – można metaforycznie i ogólnikowo powiedzieć: wszystko, co jest
językiem, należy do kultury i – jako produkt długotrwałego i drobiazgowego
uzgadniania pomiędzy wielką liczbą ludzi – jest wielostronnie uwarunkowane.
Czynnikiem dominującym jest tu uzgadnianie czyli konwencja. Jej przedmiotem
jest przypisanie sekwencjom dźwięków treści lub funkcji, a ściślej – jednym
sekwencjom dźwięków wyobrażeń treści, a innym funkcji. Pamiętać trzeba, że choć
znamieniem czasu i konsekwencją funkcjonowania doktryny strukturalnej jest
stosowanie pojęcia systemowości do wszystkich planów języka, systemowości
morfologii semantycznej (słowotwórstwa), zasobu leksykalnego czy składni w
przekonujący sposób dotąd nie wykazano. Lepiej więc w opisie odmian najpierw
poprzestać na charakterystykach poszczególnych tekstów, a dopiero z tego
odtworzyć systemowe cechy charakterystyczne odmian językowych, niż
przedwcześnie przypisywać odmianom języka cechy systemowości.
Im
częstsze jest użycie elementu kodu w tej samej funkcji w obecności możliwie
znacznej liczby członków wspólnoty, tym zasięg i stopień jego uzgodnienia jest
większy; sam znak językowy uzyskuje stabilnie przyporządkowaną postać, treść i
funkcję. Istotne znaczenie mają przy tym środki techniczne użyte do
upowszechniania zarówno pojedynczych znaków, jak całych komunikatów, bo
wpływają one na jakość odbioru, zasięg oraz trwałość przekazu, a przekazy o
znacznej trwałości lub powtarzalności stają się wzorami zachowań
komunikatywnych właściwych do zaspokojenia danej potrzeby komunikatywnej,
treściowej lub emocjonalnej. Same potrzeby są liczne, mocno zróżnicowane i
uświadamiane przed i w trakcie pojedynczego działania językowego, toteż muszą
być rozpoznawane jako indywidualne i sytuacyjne. Mają też różny stopień
złożoności – możliwe jest więc wyróżnianie potrzeb prostych i złożonych.
Zasadnicze
znaczenie ma też wewnętrzna struktura, sposób funkcjonowania i hierarchia w
obrębie wspólnoty, ponieważ z niej wynika z jednej strony autorytet i zasięg
wzorcotwórczego oddziaływania zachowań językowych konkretnej jednostki
ludzkiej, z drugiej natomiast możliwość identyfikacji wspólnot składowych i
podrzędnych względem wspólnoty obejmującej wszystkie jednostki danego obszaru.
Każdy członek wspólnoty nadrzędnej jest bowiem zarazem uczestnikiem komunikacji
zachodzących we wspólnotach mniejszych liczebnie i mających własne
charakterystyki co do składu, sposobu uzgadniania kodu, samego kodu wreszcie.
Inaczej uzgadniany i używany jest środek komunikatywny we wspólnocie etnicznej,
a inaczej przebiega to np. we wspólnocie rodzinnej, zawodowej czy zdefiniowanej
prawnie. Toteż klasyfikację rodzajów czy typów środka komunikatywnego trzeba
przeprowadzać ze względu na rodzaj wspólnoty komunikatywnej i standardowych
oraz specyficznych dla niej potrzeb. Dla różnych form bytowania wspólnot
komunikatywnych oraz używanych środków technicznych upowszechniania komunikatu
duże znacznie ma rozległość i zasięg zajmowanego terytorium – inaczej w czasie
przebiega bowiem odbiór komunikatu, gdy odbiorcą językowego zachowania jest
grupa osób zgromadzonych na niewielkiej powierzchni objętej zasięgiem głosu i
słuchu, a inne jest wzorcotwórcze oddziaływanie komunikatu powtarzanego przez
pośrednika (np. posłańca) lub utrwalonego w piśmie, gdy podstawowym narzędziem
recepcji jest wzrok i gdy kwestia autorytetu nadawcy przedstawia się inaczej niż
w bezpośrednim kontakcie.
Podkreślam
zatem, że punktem wyjścia dla naszego myślenia o języku jako bycie zarazem
abstrakcyjnym i społecznym jest stwierdzenie istnienia ukształtowanej wspólnoty
zdolnej do kształtowania konwencji i wytwarzającej komunikaty na niej oparte.
To właśnie uważamy za pilne i atrakcyjne zadanie historyków języka. Istniejące
dotąd typologie różni od naszego stanowiska to, że dotąd dokonywano odróżnień
na podstawie zauważenia pewnych właściwości używanego środka komunikatywnego,
tj. skutków funkcjonowania wspólnot, gdy tymczasem tu mówi się o przyczynach
różnicowania się językowych zachowań we wspólnotach węższych w obrębie
wspólnoty najszerszej, etnicznej (etnicznej, państwowej, państwowo-narodowej).
(...) s. 55-57.