Klekot bociana zamiast wstępu

jest to wstęp do tego opracowania

5.2. Klekot bociana zamiast wstępu
Henryk Lubawy
Źródło: Publikacja własna "WiM"

     Drodzy Czytelnicy, w poprzednim numerze "WiM" mieli Państwo, dzięki uprzejmości Redaktora Naczelnego, możliwość zapoznania się z wytycznymi dotyczącymi sygnalizacji akustycznej na przejściach dla pieszych, opracowanymi w Instytucie Akustyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wytyczne te, były nie tylko zawarte we wnętrzu numeru, ale i załączone w postaci pliku PDF. W istocie jest to dokument wypracowany przez naukowców w ramach projektu badawczego i jako taki powinien być właśnie rozpowszechniany jedynie w formie nienaruszalnej, czyli albo na papierze albo w postaci pliku PDF. Pisał zresztą o tym Pan Kotowski w swoim wstępniaku. Wytyczne te są dość suchym dokumentem, gdyż w istocie przeznaczone są dla inżynierów i techników z zarządów dróg różnego szczebla, miejskiego, powiatowego i wojewódzkiego, którzy na ich podstawie powinni odpowiednio uregulować sygnalizację. Skoro są przeznaczone dla techników, to są spisane specyficznym technicznym językiem. Zawierają tylko zalecenia bez pokazania skąd i w jaki sposób naukowcy akustycy doszli do takich ustaleń. Bez przedstawienia skąd wzięły się te wytyczne, można dyskutować nad ich sensownością. Zachęcam Państwa do przeczytania artykułu opublikowanego w numerze 3 (9) z 2010 roku "Tyffoświata" zatytułowanego "Propozycja ujednolicenia sygnalizacji akustycznej na przejściach dla pieszych w Polsce". Artykuł ten znajdą Państwo pod pozycją 4.3.

     W sierpniowym numerze WiM, niestety, tekst ten się nie ukazał, mimo że był zapowiedziany. Ukazał się wówczas jedynie mój tekst zatytułowany "Sygnalizacja na przejściach dla pieszych" , opublikowany na łamach "Tyfloświata" w numerze 1 (1) z 2008. W tekście tym próbowałem pokazać, na czym tak naprawdę polega problem z sygnalizacją. Jeśli zgadzają się Państwo z zawartymi w tym tekście spostrzeżeniami, a myślę, że tak jest, to teraz zachęcam do przestudiowania propozycji ujednolicenia. Myślę, że ten tekst jest nie tylko cenny z powodu zawartych w nim propozycji, opracowanych przez zespół akustyków, ale przede wszystkim dlatego, że stara się przedstawić przebieg badań, w których zostały one wypracowane. Wnikliwy czytelnik dowie się wówczas, iż w badaniach tych uczestniczyły osoby niewidome. Co więcej, niewidomi byli pytani o opinie na różnych etapach badań. Zebrany w ten sposób materiał badawczy był poddawany dalszej procedurze badawczej, a następnie ponownie weryfikowany w testach z udziałem niewidomych. Mam nadzieje, że wynika to dość jasno z tekstu artykułu. Niestety, jest on, mimo że napisany nieco żywszym i mam nadzieje, przystępniejszym językiem niż wspominane wcześniej wytyczne, nadal specjalistyczny. Nie dało się jednak uniknąć pewnych technicznych określeń.

     Ktoś może powiedzieć, że przecież nie rozumie, jaki tak naprawdę jest ten proponowany ujednolicony dźwięk dobywający się z sygnalizatora. Czy nie można określić tego jakoś prościej? Ktoś mi powiedział, że w opracowaniu dotyczącym infrastruktury miejskiej, rozpowszechnianym przez ZG PZN, zalecany na przejściach dźwięk jest określany jako "klekot bociana" . Opracowania tego nie czytałem, więc nie będę się wypowiadał na jego temat. Z określeniem tym jednak już kilka razy się spotkałem. Faktycznie jest ono prostsze i bardziej przystępne od zapisów z jakimi spotkają się Państwo w artykule. Te herce i poziomy głośności, mimo że z określeniami tymi spotykamy się już w szkole, nie są one dla każdego czytelne. Taki "klekot bociana" to przecież każdy od razu kojarzy. Jestem i ja za prostotą wypowiedzi. Jestem i ja za precyzją wypowiedzi. Jestem i ja za "klekotem bociana". Tylko tak naprawdę, co to znaczy? Jaki bocian ma wydawać z siebie ten dźwięk? Stary czy młody? Pełen energii czy zmęczony? Głodny czy najedzony?

     Z pewnością każdy wie, że klekot bociana powstaje przez uderzanie dolnej i górnej części dziobu bociana o siebie. Można przeprowadzić symulacje takiego klekotania uderzając o siebie dwie deseczki lub nieco grubsze kije. Wówczas bardzo łatwo można się przekonać, że w zależności od tego, jak długie będą te deseczki, dźwięk jaki uzyskamy uderzając o nie wzajemnie zależy od ich długości i grubości. A przecież każdy wie, że młody bocian jest mniejszy od starego bociana. Skoro jest mniejszy, to i pewnie ma mniejszy dziób. Uderzając wzajemnie o górną i dolną część takiego krótszego dziobu, młodszy bocian z pewnością wytworzy inny dźwięk niż stary, dojrzały ptak. Ale przecież klekot to nie jest pojedyncze uderzenie obu części dzioba o siebie, tylko powtarzanie tej czynności wielokrotnie. Wyspany, pełen energii bocian z pewnością może znacznie częściej uderzać o siebie obie części dzioba. Zmęczony bociek raczej zdecydowanie będzie uderzał dziobem wolniej. Jak z tego wynika, określenie "klekot bociana" jest mało precyzyjne i może w istocie oznaczać bardzo różne dźwięki. Jeśli chcemy ujednolicenia, to jak z tego wynika, nie możemy posługiwać się takim mało precyzyjnym terminem, jakim jest "klekot bociana".

     Mam jednak nadzieję, że uda się dzięki bocianowi wyjaśnić pewne pojęcia, z jakimi spotkają się Państwo w artykule. Pojedyncze uderzenie o siebie części dziobu czy deseczek, które mogą go udawać, spowoduje powstanie określonego dźwięku. Jak już wiemy - innego, gdy wytworzy go młody i innego, gdy wytworzy go stary bocian. Precyzyjnie możemy określić taki dźwięk podając jego częstotliwość w hercach. Będzie to jakaś wartość liczbowa z zakresu od kilkuset do kilku tysięcy. Wiemy już też, że częściej będzie dziobem uderzał wypoczęty bocian, niż ten zmęczony. Powtarzanie tych uderzeń możemy również określić podając ich częstotliwość. Nazwiemy ją jednak częstotliwością repetycji. Również podamy ją w hercach, ale będzie to wartość liczbowa od kilku do kilkunastu uderzeń na sekundę.

     Mam nadzieję, że teraz nie będą mieli Państwo kłopotu ze zrozumieniem tekstu, w którym pracownicy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu przedstawiają wyniki badań, których celem było wypracowanie standardów pracy sygnalizacji akustycznej na przejściach dla pieszych.

     Jest to jednak tylko propozycja naukowców, którzy nie mają wpływu na realizację ich ustaleń. W istocie nie taka przecież jest ich rola. Ujednolicenie sygnalizacji zależy od władz lokalnych, w szczególności zarządów dróg. Czy te instytucje zechcą podjąć jakiekolwiek działanie, zależy natomiast od Państwa, Szanowni Czytelnicy. Od Państwa chęci zaangażowania się w tę sprawę i przekonania stosownych władz lub wywarcia na nie presji.

     Jak to udaje się w Poznaniu, w mieście, w którym zostały opracowane te propozycje? Niestety, kiepsko! Żyjemy w dwóch rzeczywistościach. Tej, w której wszystko miało być wykonane przed Euro 2012 i tej, w której załatwi się coś po tej imprezie. To jednak temat na zupełnie inny artykuł. Zainteresowanym mogę polecić audycję "Sygnały świata" z 15 lipca 2012 z naszej poznańskiej rozgłośni Radio Merkury. Odsłuchać ją można korzystając z archiwum radiowego.

     Można zadać pytanie, jak my poznaniacy wywieramy naciski na władze lokalne, skoro mamy sytuację taką jak przedstawiona w "Sygnałach świata"? Powiem tylko tyle, że przed spotkaniem w Urzędzie Miasta Poznania, na którym wszystkie organizacje osób niepełnosprawnych dyskutowały o dostępności infrastruktury miejskiej dla ludzi z niepełnosprawnościami, powstała inicjatywa spotkania przedstawicieli kilku organizacji niewidomych, jakie istnieją w naszym mieście, celem wypracowania jednego stanowiska. Nie zgadniecie z pewnością, Drodzy Czytelnicy, kto przyszedł na to spotkanie. Tak, tak - przedstawiciele klubów turystycznych byli, natomiast nikt z okręgu poznańskiego PZN nie zaszczycił zebranych swoją obecnością. Cóż, turyści przemieszczają się nie tylko po szlakach turystycznych, ale i po mieście, więc sprawy bezpiecznego przechodzenia przez jezdnię są dla nich istotne. Działaczy związkowych najwidoczniej to nie interesuje, a być może po prostu nie mają takich potrzeb. Mimo wszystko, udało się wypracować jedno stanowisko popierające propozycję wypracowaną przez naukowców. Taki jeden wspólny głos w sprawie istotnej dla środowiska wydaje się bardzo ważny nawet na lokalnym poziomie.

     Poczynię tu dygresję odbiegając nieco od tematu, ale pracując na uczelni w Biurze Pełnomocnika Rektora ds. Studentów Niepełnosprawnych, uczestniczę w dyskusjach na temat wsparcia studentów i nie tylko zresztą studentów, z różnymi niepełnosprawnościami. Wielokrotnie przy tych okazjach spotykam się ze stwierdzeniem: "wy niewidomi to macie tyle zdań, ilu was jest, przez co nikt nie traktuje was poważnie". Tym razem jednak się udało! Niestety, bez głosu PZN-u, którego przedstawiciel również nie przybył na spotkanie do Urzędu Miasta.

     Cóż, nieobecność na takich spotkaniach zwołanych przez Pełnomocnika Prezydenta Miasta ds. Osób Niepełnosprawnych, bywa dość powszechną chorobą. Przybyli odpowiedzialni za komunikację miejską całą drużyną, włącznie z prezesem MPK. Jednak pracownik Zarządu Dróg Miejskich odpowiedzialny za sygnalizację na przejściach dla pieszych, nie raczył przybyć, mimo że zebranie zwoływał pełnomocnik prezydenta.

     Przedstawiliśmy swoje zdanie na temat oczekiwań ujednolicenia sygnalizacji akustycznej. Zebranie w UM Poznania odbyło 1 marca br., a audycja w "Sygnałach świata" 15 lipca, czyli jak widać niewiele się wydarzyło.

     Pod koniec lipca, zelektryzowała nas informacja, że w dniu 26 lipca sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny ma w porządku obrad rozpatrzenie wniosku Podkomisji stałej do spraw osób niepełnosprawnych o podjęcie inicjatywy ustawodawczej w sprawie zmiany ustawy - Prawo o ruchu drogowym - przedstawia przewodniczący podkomisji poseł Marek Plura.

     Skoro posłowie zaczynają dopiero obrady nad inicjatywą zmiany ustawy o ruchu drogowym, to wydaje się, że jest to odpowiedni moment, aby zwrócić im uwagę na problematykę sygnalizacji akustycznej dla niewidomych.

     Udało się w tę akcję wciągnąć Redaktora Naczelnego "WiM". Stało się to jednak praktycznie w ostatniej chwili, prawie na kilka godzin przed rozesłaniem do Państwa poprzedniego numeru. A że dzień był gorący, a i sytuacja jeszcze gorętsza, nastąpiły pewne przekłamania z tytułami przedrukowywanych z "Tyfloświata" artykułów.

     Wracając do istoty sprawy. Wiem, że kilka organizacji i osób indywidualnych wysłało listy w sprawie sygnalizacji do posłów. Wiem, że przedstawiciele dwóch organizacji Fundacji Instytut Rozwoju Regionalnego i sekcji krajowej osób niewidomych NSZZ Solidarność wybierali się osobiście do Sejmu na rozmowy z posłami. Jakie są tych działań efekty, szczególnie osobistych rozmów w Sejmie, nie wiem. Być może ich uczestnicy zechcą się relacją z pobytu w Sejmie z nami podzielić na łamach "WiM".

     Wszystkim, którzy pisali i tym, którzy rozmawiali, dziękuję za podjęte starania i proszę o więcej, bo tak naprawdę sprawa się dopiero zacznie po wakacjach sejmowych.

     Pisząc te słowa występuję w podwójnej roli. Osoby, która jako słabowidz chciałaby bezpiecznie poruszać się po mieście korzystając ze sprawnie i efektywnie działającej sygnalizacji akustycznej. Druga rola to uczestnik badań naukowych, w których została wypracowana propozycja ujednolicenia sygnalizacji. Mogę się w tej roli spotkać z zarzutem, że propaguję swoje twierdząc, iż jest najlepsze. Oczywiście, można przeprowadzić inne badania, których wynik być może będzie nieco inny od tutaj prezentowanego. Apeluję jednak, aby to były rzetelne badania i wynikająca z nich rzetelna propozycja, a nie "klekot bociana". Udało mi się, jako pracownikowi uniwersytetu zajmującego się wsparciem dla niewidomych, trafić do zespołu przygotowującego projekt badawczy, dotyczący akustyki w orientacji przestrzennej. Skrótowo nazywaliśmy go "Projekt dla Owińsk". Szczegóły można przeczytać na stronie projektu o adresie

     http://www.niewidomi-orientacja.pl/

     Zdarzyło się, że kiedyś na zebranie zespołu przygotowującego projekt przyszedłem mocno zdenerwowany przeżyciami na jednym ze źle udźwiękowionych poznańskich skrzyżowań, akustycy zainteresowali się problemem. Sprawa sygnalizacji akustycznej stała się jednym z zadań planowanych badań. Projekt został złożony w Komitecie Badań Naukowych. A ponieważ składał go naprawdę mocny interdyscyplinarny zespół, finansowanie zostało przyznane i badania przeprowadzone.

     Udało mi się zainteresować problemem fachowców akustyków, uczestniczyć w badaniach i w próbach ich popularyzacji. Szczerze powiedziawszy już więcej w tej sprawie zrobić nie mogę.

     Oddaję więc dalsze działania w sprawie ujednolicenia sygnalizacji akustycznej w Wasze ręce, Drodzy Czytelnicy "WiM". Mam głęboką nadzieję, że jako przedstawiciele organizacji zrzeszających niewidomych, w tym przede wszystkim PZN oraz jako osoby indywidualne, zainteresowane osobiście problemem, zechcą Państwo dalej działać i lobbować w tej sprawie. Nie będę już do nikogo pisał indywidualnych podań czy apeli - ani do osób, ani do instytucji. Wynik badań naukowych został opublikowany. Można z niego skorzystać.

      Henryk Lubawy

Wiedza i Myśl - internetowy miesięcznik tyflospołeczny nr 9(45)/2012
Całosć do pobrania z archiwum
  

stat4u